<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" xmlns:googleplay="http://www.google.com/schemas/play-podcasts/1.0"><channel><title><![CDATA[Filip’s Substack]]></title><description><![CDATA[My personal Substack]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com</link><image><url>https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg</url><title>Filip’s Substack</title><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com</link></image><generator>Substack</generator><lastBuildDate>Sat, 20 Jun 2026 10:51:28 GMT</lastBuildDate><atom:link href="https://filipmatwiejczuk.substack.com/feed" rel="self" type="application/rss+xml"/><copyright><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></copyright><language><![CDATA[en]]></language><webMaster><![CDATA[filipmatwiejczuk@substack.com]]></webMaster><itunes:owner><itunes:email><![CDATA[filipmatwiejczuk@substack.com]]></itunes:email><itunes:name><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></itunes:name></itunes:owner><itunes:author><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></itunes:author><googleplay:owner><![CDATA[filipmatwiejczuk@substack.com]]></googleplay:owner><googleplay:email><![CDATA[filipmatwiejczuk@substack.com]]></googleplay:email><googleplay:author><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></googleplay:author><itunes:block><![CDATA[Yes]]></itunes:block><item><title><![CDATA[Zmyślona krótka anegdota dziennie + jedna prawdziwa sytuacja]]></title><description><![CDATA[Od jakiego&#347; czasu zapisuj&#281; dziennie jedn&#261; zmy&#347;lon&#261; anegdot&#281; i jedn&#261; prawdziw&#261; sytuacj&#281;, kt&#243;r&#261; us&#322;ysza&#322;em, zobaczy&#322;em albo do&#347;wiadczy&#322;em w ci&#261;gu aktualnego dnia.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/zmyslona-krotka-anegdota-dziennie</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/zmyslona-krotka-anegdota-dziennie</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 12:31:30 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Od jakiego&#347; czasu zapisuj&#281; dziennie jedn&#261; zmy&#347;lon&#261; anegdot&#281; i jedn&#261; prawdziw&#261; sytuacj&#281;, kt&#243;r&#261; us&#322;ysza&#322;em, zobaczy&#322;em albo do&#347;wiadczy&#322;em w ci&#261;gu aktualnego dnia. Robi&#281; to w ramach &#263;wiczenia umiej&#281;tno&#347;ci pisarskich, wi&#281;kszej swobody wymy&#347;lania, zapisywania oraz trenowania j&#281;zyka, s&#322;u&#380;&#261;cego do referowania. Wybra&#322;em kilka z par, &#380;eby&#347;cie mogli rzuci&#263; okiem.</p><p></p><p>3.</p><ol><li><p>W barze Janusz pijany basista k&#322;&#243;ci&#322; si&#281; z perkusist&#261;, z kt&#243;rym w&#322;a&#347;nie sie&#808; pozna&#322;. Posz&#322;o o to, &#380;e ten pierwszy wypytywa&#322; si&#281; o tonacj&#281;, w kt&#243;rej gra ten drugi, na co ten drugi powiedzia&#322; mu, &#380;e jego interesuje free jazz i tonacje wychodz&#261; mu i kolegom, jakie wychodz&#261;, na co ten pierwszy z oburzeniem powiedzia&#322; &#8222;po prostu nie umiesz gra&#263;&#8221;. Perkusista nawet nie pr&#243;bowa&#322; udowadnia&#263;, &#380;e umie, tylko wkurwi&#322;o go, &#380;e ten basista tak si&#281; przypierdala i &#380;e ma w powa&#380;aniu idea&#322; wolnej improwizacji. Pierwszy si&#281; uni&#243;s&#322; dum&#261; i poszed&#322; sobie. Drugi zacz&#261;&#322; si&#281; gotowa&#263;, ale uzna&#322;, &#380;e to sumie to lepiej, bo dosz&#322;oby do mordobicia. Powoli dopija&#322; piwo.</p></li><li><p>Joasia dzi&#347; przytarga&#322;a ze &#347;mietnika kawa&#322; drewnianego sto&#322;u do renowacji (zrobi&#322;a to mimo uszkodzonego &#347;ci&#281;gna Achillesa).</p></li></ol><p>4.</p><ol><li><p>Pr&#243;bowa&#322;em opowiedzie&#263; koszmar, ale Klaudia bez przerwy mi przerywa&#322;a, bo akurat ci&#261;gle jej sie&#808; co&#347; przypomina&#322;o i skojarza&#322;o. Pr&#243;bowa&#322;em doko&#324;czy&#263;, ale w pewnym momencie ona chyba zapomnia&#322;a, &#380;e opowiadam sen, bo mia&#322;em wra&#380;enie, &#380;e zdawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e opowiadam sytuacj&#281; z &#380;ycia, bo tak &#380;ywo reagowa&#322;a. Nie mialem jak jej da&#263; do zrozumienia, &#380;e to sen, bo g&#322;upio by mi by&#322;o, gdyby okaza&#322;o si&#281;, &#380;e jednak pami&#281;ta o tym.</p></li><li><p>Czeka&#322;em na autobus linia 502. Troch&#281; sie&#808; sp&#243;&#378;ni&#322;, ale to chyba z powodu dzisiejszej procesji (to t&#322;umaczy policj&#281; tu i tam), kt&#243;ra w&#322;a&#347;nie przechodzi&#322;a. S&#322;ysza&#322;em s&#322;owa pie&#347;ni ksi&#281;dza &#8222;i je&#347;li kto&#347; my&#347;li, &#380;e jest bez grzechu, ten oszukuje si&#281;&#8221;.&nbsp; &nbsp; &nbsp;</p></li></ol><p></p><p>6.</p><ol><li><p>Pali&#322;em kiedy&#347; paragony w zlewie. Fragment jednego z nich uni&#243;s&#322; si&#281; w g&#243;r&#281; i wlecia&#322; mi do oka. Na pocz&#261;tku troch&#281; piek&#322;, ale szybko zgas&#322;. Wyci&#261;gn&#261;&#322;em go, sporo mruga&#322;em i potem d&#322;ugo si&#281; wpatrywa&#322;em w moje oko przez lustro w &#322;azience. Nie wygl&#261;da&#322;o to tak, jakby si&#281; co&#347; sta&#322;o.</p></li><li><p>Zadzwoni&#322; dzi&#347; do mnie brat jako&#347; po dwudziestej drugiej i moje pierwsze wra&#380;enia po przeczytaniu &#8222;Snu ulotnego jak ob&#322;ok&#8221; da&#322;y motywacj&#281; do rozmowy na tematy filozofii, wiary, polityki i Eneidy, kt&#243;ra trwa&#322;a ponad godzin&#281; i dwadzie&#347;cia minut.</p></li></ol><p></p><p>9.</p><ol><li><p>Pani Jadzia w ramach kaprysu kupi&#322;a ca&#322;ego arbuza (mo&#380;e my&#347;la&#322;a o wnuczkach?). A wysz&#322;a tylko po s&#243;l do obiadu. Gdy wchodzi&#322;a do domu, to pies Ares tak na ni&#261; naskoczy&#322;, &#380;e a&#380; wypad&#322;a jej torba i arbuz si&#281; roztrzaska&#322;. Rodzina jednak nie mia&#322;a z tym problemu i wszyscy &#380;artowali, &#380;e tak &#322;atwiej si&#281; go pokroi.</p></li><li><p>Wysiad&#322;em na stacji metra centrum. Ruchome schody nie dzia&#322;a&#322;y i wszyscy ludzie (a by&#322;o g&#281;sto) musieli i&#347;&#263; o w&#322;asnych si&#322;ach. Ca&#322;y t&#322;um przetacza&#322; si&#281; powoli, pe&#322;zn&#261;c niby wielki robal.</p></li></ol><p></p><p>12.</p><ol><li><p>Z beczki bucha&#322; p&#322;omie&#324;. By&#322;em bardzo pijany i pomy&#347;la&#322;em, &#380;e mog&#281; odpali&#263; papierosa od tego ognia. Bujn&#261;&#322;em si&#281; i papieros wpad&#322; do beczki, a ja poparzy&#322;em d&#322;o&#324;. Koledzy to zobaczyli, zabrali mnie jak najdalej od niej i zaprowadzili do &#322;azienki, &#380;ebym przemywa&#322; d&#322;o&#324; zimn&#261; wod&#261;. Po chwili mi si&#281; to znudzi&#322;o i wyszed&#322;em na papierosa. Patryk powiedzia&#322;, &#380;ebym wypierdala&#322; do &#322;azienki la&#263; wod&#281; na oparzenie, bo p&#243;&#378;niej b&#281;d&#281; mie&#263; przejebane, a ja bardzo chcia&#322;em zapali&#263;, ale nie umia&#322;em tego wys&#322;owi&#263;, bo by&#322;em zbyt pijany i zjarany.</p></li><li><p>Jestem z tat&#261; na cmentarzu. Wieje silny wiatr (ok. 22km/h z porywami do 32km/h z po&#322;udniowego zachodu). Wcze&#347;niej byli&#347;my na grobie dziadka Ry&#347;ka i tata uzna&#322;, &#380;e wystarczy tylko wymieni&#263; wk&#322;ady w dw&#243;ch zniczach bez odpalania ich. Teraz gr&#243;b babci Zofii i dziadka Janka. Tutaj tata uzna&#322;, &#380;e jednak odpali wk&#322;ady. Odpala zapa&#322;k&#281; jedn&#261; po drugiej przez uderzanie g&#322;&#243;wkami z pewnej odleg&#322;o&#347;ci pod kat&#281;m ~45 stopni. Pr&#243;buje raz po raz, a z oddali (po mojej i ojca lewej) s&#322;ycha&#263; d&#378;wi&#281;ki t&#322;uczonych zniczy, kt&#243;re zwia&#322; wiatr. Obok jest gr&#243;b, na kt&#243;rym, jako element pomnika, jest wyrze&#378;biona ksi&#281;ga z poz&#322;acanym cytatem, rzekomo z Einsteina:</p></li></ol><p><code>&#8222;&#379;yjemy w naszych dzieciach i nast&#281;pnych pokoleniach. Albowiem to dalej my, a nasze cia&#322;a to tylko zwi&#281;d&#322;e li&#347;cie na drzewie &#380;ycia&#8221;</code></p><p></p><p></p><p></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[autofikcja z zimy 2021]]></title><description><![CDATA[Z zasady u&#380;ywam do&#347;&#263; nietypowej sk&#322;adni.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/autofikcja-z-zimy-2021</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/autofikcja-z-zimy-2021</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Thu, 05 Feb 2026 09:20:33 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p></p><p>Z zasady u&#380;ywam do&#347;&#263; nietypowej sk&#322;adni. Czasem buduj&#281; skomplikowane, niezr&#281;czne zdania. Cz&#281;sto gubi&#281; s&#322;owa. Z jednej strony to mo&#380;e si&#281; wi&#261;za&#263; z tym, &#380;e jestem na spektrum autyzmu (nawet jak m&#243;wi&#281;, to do&#347;&#263; niecodziennie sk&#322;adam zdania i stosuj&#281; osobliw&#261; prozodi&#281;; cz&#281;sto powtarzam s&#322;owa), z drugiej strony nie przepadam za wsp&#243;&#322;czesnym przymusem stosowania jak najkr&#243;tszych, jak najprostszych wypowiedzi. M&#281;tne, obskurne konstrukcje &#8211; tak pisz&#281; i m&#243;wi&#281;.</p><p>Zbli&#380;a si&#281; dwudziesta pierwsza, jest du&#380;o &#347;niegu, na zewn&#261;trz go jest. Du&#380;o. Hm, mo&#380;e troch&#281; przesadzi&#322;em z tym, jak to opisa&#322;em. jakimi s&#322;owami, jak to napisa&#322;em. Drugi dzie&#324; &#347;wi&#261;t. Drugi. Teraz wyjd&#281; na spacer, &#380;eby s&#322;ucha&#263; muzyki przez s&#322;uchawki (bezprzewodowe JBL) i zastanowi&#263; si&#281; nad sob&#261; i nad swoim &#380;yciem.</p><p>Przed wyj&#347;ciem siedzia&#322;em przy stole w ciszy. W butelce wody gazowanej Staropolanka 2000 jest l&#243;d, widz&#281; go. Butelka jest nieotwarta i bardzo zimna.</p><p>Wyszed&#322;em i spacerowa&#322;em. By&#322;o zimno, ale by&#322;em ciep&#322;o ubrany.</p><p>Po spacerze po&#322;o&#380;y&#322;em si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku. Tak od razu. Wszed&#322;em do domu, do nikogo nic nie m&#243;wi&#322;em, pobieg&#322;em na g&#243;r&#281; i si&#281; po&#322;o&#380;y&#322;em w kurtce i w butach. Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e to dziwne, to cofn&#261;&#322;em si&#281; do wej&#347;cia. Wszed&#322;em normalnym tempem na korytarz, gdzie &#347;ci&#261;gn&#261;&#322;em buty. Mama spyta&#322;a, czy wszystko w porz&#261;dku, na co ja, &#380;e tak. Zdj&#261;&#322;em kurtk&#281; i powiesi&#322;em j&#261; na wieszaku na p&#243;&#322;pi&#281;trze. Dopiero wtedy poszed&#322;em na g&#243;r&#281;, do mojego pokoju, do mojego &#322;&#243;&#380;ka.</p><p>Mam 25 lat i w sumie uwa&#380;am, &#380;e najlepsze lata mojego &#380;ycia ju&#380; s&#261; za mn&#261; [adnotacja: czytaj&#261;c to jako prawie 30-latek mam bek&#281; w chuj i nawet teraz uwa&#380;am zupe&#322;nie inaczej]. Teraz s&#261; lata do robienia kariery. Ale kariera mi nie idzie. Dlatego jestem w ewidentnym limbie. Przynajmniej tak si&#281; czuj&#281;, ale wiem, &#380;e to obci&#261;&#380;a moich bliskich (wida&#263; to). Pr&#243;&#380;niak, filut, cz&#322;owiek zb&#281;dny, marzyciel, slacker, NEET. R&#243;&#380;ne, r&#243;&#380;ne, r&#243;&#380;ne s&#322;owa. Wiele okre&#347;le&#324; przychodzi mi do g&#322;owy. Najbardziej aktualne jest NEET. Tak, mam du&#380;e trudno&#347;ci z zarobkiem. Jedyne na czym mi zale&#380;y to ksi&#261;&#380;ki. Depresja i spektrum autyzmu utrudniaj&#261; mi &#380;ycie. Nie mog&#281; mie&#263; sta&#322;ej pracy, bo nie umiem pracowa&#263;. Potencjalni pracodawcy patrz&#261; na mnie w dziwny spos&#243;b. Nie umiem niczego zrobi&#263; bez dok&#322;adnych instrukcji. Ale to tylko cz&#281;&#347;&#263; mojego &#380;ycia.</p><p>&#321;&#243;&#380;ko jak &#322;&#243;&#380;ko. Lubi&#281; w nim czyta&#263; i s&#322;ucha&#263; muzyki. W domu rodzinnym mam du&#380;e &#322;&#243;&#380;ko, po jego drugiej stronie trzymam ksi&#261;&#380;ki. Literatura mnie uspokaja. S&#322;ucham muzyki (p&#322;yta zespo&#322;u Boris) i czytam. Nie napisz&#281; co teraz czytam.</p><p>M&#243;j wzrok zastyga na jednym passusie i przenosz&#281; si&#281; my&#347;lami gdzie indziej.</p><p>Grzybnia przypomina uk&#322;ad nerwowy. Moje cia&#322;o i moje &#380;ycie to owocniki. My&#347;l&#281; o sobie. Grzyby s&#261; interesuj&#261;ce. Lubi&#281; robi&#263; dania z grzyb&#243;w, ich budowa i to, jakie s&#261; w dotyku, fascynuje mnie. Jestem owocnikiem moich my&#347;li, ja odpadn&#281;, moje my&#347;li zostan&#261;. Moje my&#347;li chc&#261; si&#281; rozmno&#380;y&#263;, ale nie jestem pewien, czy owocnik spe&#322;ni swoj&#261; funkcj&#281;. W przestrzeni &#380;yciowej jestem ple&#347;ni&#261;, kt&#243;ra trzyma si&#281; swojej wilgoci i &#380;ywi, tym co jest; wch&#322;ania martwe, &#380;eby puchn&#261;&#263;. Gdyby nie martwi (z zasady martwi &#8211; &#380;ywi te&#380;, ale rzadziej) i ich my&#347;li, to moja grzybnia nie mia&#322;aby jak si&#281; rozrasta&#263;.</p><p>Cholera, przecie&#380; mia&#322;em czyta&#263;, a nie my&#347;le&#263; o grzybach &#8211; zmarnowa&#322;em czas. Wracam do czytania.</p><p>*</p><p>Chcia&#322;bym by&#263; grzybem. </p><p>Nie my&#347;le&#263;, dzia&#322;a&#263; i by&#263; wsz&#281;dzie.</p><p>No, mo&#380;e nie wsz&#281;dzie, ale olbrzymim,</p><p>to na pewno. Rodzi&#263;, wci&#261;&#380; rodzi&#263; jako</p><p>grzyb. Owocniki wy&#322;ania&#322;yby si&#281; ze mnie w</p><p>sprzyjaj&#261;cych warunkach. Mo&#380;e nie-</p><p>koniecznie olbrzymim, ale grzybem.</p><p>Jest wiele gatunk&#243;w grzyb&#243;w, ale</p><p>w tej chwili my&#347;l&#281; o tych, kt&#243;re </p><p>najbardziej zainfekowa&#322;y nasz&#261; wyobra&#378;ni&#281;.</p><p>Podstawczaki. Pr&#261; przez wilgotn&#261; ziemi&#281;.</p><p>Ogl&#261;da&#322;em wczoraj z rodzin&#261; dokument o grzybach, ale tylko dziesi&#281;&#263; minut (jest na netflixie). Zaciekawi&#322;o mnie to, &#380;e rozw&#243;j owocnika prezentuje si&#281; przez motion capture. Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e to dlatego, bo rosn&#261; du&#380;o szybciej, ni&#380; ro&#347;liny &#8211; ale i tak g&#322;o&#347;no zwr&#243;ci&#322;em na to uwag&#281;. Brat powiedzia&#322;, &#380;e to dlatego, bo grzyby szybko rosn&#261;, a z ro&#347;linami by&#322;oby to du&#380;o trudniejsze i dro&#380;sze, takie motion capture. Czyli dobrze pomy&#347;la&#322;em.</p><p>M&#243;j brzuch od pocz&#261;tku pandemii ro&#347;nie. Przez d&#322;ugi czas wprawia&#322;o mnie to w kompleksy. Teraz nie mam z tym ju&#380; takiego problemu, poniewa&#380; i tak najlepsze czasy mojego cia&#322;a i &#380;ycia min&#281;&#322;y. Mog&#281; puchn&#261;&#263; (kto wie, mo&#380;e kiedy&#347; b&#281;d&#281; mniejszy, mo&#380;e nawet moje mi&#281;&#347;nie b&#281;d&#261; wi&#281;ksze). Tylko bracia mi to wypominaj&#261;, ale nie mam &#380;alu. &#321;atwiej mi je&#347;&#263;, ni&#380; nie je&#347;&#263;. </p><p>Moje my&#347;li te&#380; p&#281;czniej&#261;. W ciele jest du&#380;o wilgoci, podobno oko&#322;o jego 70% to woda. W moim umy&#347;le by&#263; mo&#380;e jest jej jeszcze wi&#281;cej, bo p&#261;czkuje w szalonym t&#281;pie. Jest wi&#281;cej my&#347;li, ni&#380; mnie.</p><p>Zasypiam w ubraniu. Budz&#281; si&#281; o drugiej. Mia&#322;em jakie&#347; sny, ale szybko zd&#261;&#380;y&#322;em je zapomnie&#263;. Tylko pami&#281;tam jakie&#347; kule, kt&#243;re blokuj&#261; wej&#347;cia do jakiej&#347; przestrzeni. Nie mam si&#322;y, &#380;eby sobie to wszystko przypomina&#263;. Rozbieram si&#281; i wdziewam pi&#380;am&#281;. Gasz&#281; lamp&#281; i owijam si&#281; ko&#322;dr&#261;. Zasypiam powoli. My&#347;l&#281;, &#380;e kto&#347; mi kiedy&#347; co&#347; powiedzia&#322;, chocia&#380; nigdy tak nie by&#322;o. To by&#322;o co&#347; o &#347;niadaniu, tak, jakie&#347; dziwne s&#322;owa dotycz&#261;ce &#347;niadania.</p><p>*</p><p>Jest si&#243;dma. Mam poczucie jakiego&#347; zmarnowania, zm&#281;czenia snem. Bior&#281; opowiadania Borowskiego z brzegu &#322;&#243;&#380;ka i czytam jedno kr&#243;tkie &#8211; nieco si&#281; przymuszam do tego. Wstaj&#281; z &#322;&#243;&#380;ka, bior&#281; m&#243;j domowy, wielki sweter i schodz&#281; na d&#243;&#322;. Wlewam wod&#281; do elektrycznego czajnika, w&#322;&#261;czam go. Czekaj&#261;c, a&#380; woda si&#281; zagrzeje, wsypuj&#281; &#322;y&#380;eczk&#281; kawy rozpuszczalnej do kubka. Puszczam muzyk&#281; z telefonu, jakie&#347; ponure remixy soundtracku z Runescape, kt&#243;re poleca mi algorytm YouTube&#8217;a. Zadzieram g&#322;ow&#281; do g&#243;ry, my&#347;l&#281; i czekam. Przycisk na czajniku trzasn&#261;&#322;, woda zagotowana. Zalewam kaw&#281;, dolewam mleka. Schodzi tata i prosi mnie o kaw&#281;. Bior&#281; drugi kubek, wsypuj&#281; kaw&#281; i zalewam wod&#261;, a potem mlekiem. Tata m&#243;wi, &#380;ebym zrobi&#322; te&#380; mamie, bo zaraz wstanie. Robi&#281; to samo, tylko dosypuj&#281; cukru. Brakowa&#322;o wody, wi&#281;c troch&#281; dola&#322;em do czajnika. Szybko si&#281; dogotowa&#322;o. Dolewam reszt&#281; wody do kubka. Stoj&#281; w kuchni, tata siedzi przy stole. Popijamy kaw&#281; i rozmawiamy.</p><p>Jeszcze &#347;niadanie. Cz&#322;owiek to niefortunny gatunek. Posiada cia&#322;o, kt&#243;re &#8211; jak jakie&#347; dziecko &#8211; musi karmi&#263; i my&#263;. Musi je za sob&#261; ci&#261;gn&#261;&#263; i piel&#281;gnowa&#263;. Nie wystarczy mu samo istnienie, potrzebuje jeszcze pierdyliard rytua&#322;&#243;w. Cia&#322;o to nowotw&#243;r. Paso&#380;ytuje na ziemi raz co raz si&#281; czego&#347; domagaj&#261;c. Ostatecznie wyniszczy &#380;ywiciela.</p><p>2021</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Powieść kryminalna (szkic)]]></title><description><![CDATA[To jeden z pierdyliarda moich pomys&#322;&#243;w na powie&#347;ci.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/powiesc-kryminalna-szkic</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/powiesc-kryminalna-szkic</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Wed, 04 Feb 2026 14:35:51 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>To jeden z pierdyliarda moich pomys&#322;&#243;w na powie&#347;ci. Przez lata zapisywa&#322;em du&#380;o pomys&#322;&#243;w w telefonie i w zeszytach. Troch&#281; zrealizowa&#322;em, ale stanowczo najwi&#281;cej z nich nawet nie tkn&#261;&#322;em.</p><p>Teraz po terapiach i na odpowiednio dobranych lekach mam mniej porywaj&#261;cych pomys&#322;&#243;w, ale za to wi&#281;cej skupienia i jestem w stanie prowadzi&#263; wi&#281;ksze projekty. By&#263; mo&#380;e niekt&#243;re stare pomys&#322;y zrealizuj&#281;, ale wiele z nich zostanie w szkicach. </p><p>Mo&#380;e kiedy&#347; zbior&#281; te wszystkie notatki i zrobi&#281; z nich &#322;adny monta&#380;? Mo&#380;e skorzystam jako pomoc do pisania czego&#347; innego? A mo&#380;e zostawi&#281; to wszystko jak jest? Nie wiem, ale na pewno teraz chc&#281; si&#281; podzieli&#263; jednym z nich.</p><p></p><p></p><p></p><p>Narracja pierwszoosobowa</p><p>Perspektywa jak w Sherlocku Holmesie</p><p>G&#322;&#243;wny bohater, m&#243;zg detektyw, jest neurotycznym &#263;punem</p><p>Jego partner (z kt&#243;rego perspektywy wszystko si&#281; dzieje) jest do&#347;&#263; ch&#322;odny i &#8222;racjonalny&#8221;. Wsp&#243;&#322;pracuje z detektywem tylko dlatego, &#380;e jest skuteczny; bardzo szybko rozwi&#261;zuje sprawy.</p><p>Detektyw czasem nie &#347;pi przez kilka dni (przez stymulanty) i m&#243;wi do siebie tak, jakby z kim&#347; rozmawia&#322;.</p><p>Sprawa zagini&#281;&#263; zaczyna si&#281; miesza&#263; z afer&#261; mafii reprywatyzacyjnej.</p><p>Okazuje si&#281;, &#380;e ca&#322;o&#347;&#263; miesza si&#281; z tym, nad czym detektyw pracowa&#322; od lat. Reprywatyzowane budynki pokrywaj&#261; si&#281; z Diagramem.</p><p>Dochodz&#261; do jednego z mieszka&#324;. W piwnicy Detektyw wali m&#322;otem w &#347;cian&#281;. Ujawnia si&#281; przej&#347;cie. </p><p>Detektyw i jego partner wchodz&#261; do &#347;rodka. Za&#380;ywa straszne ilo&#347;ci benzo/klon&#243;w, pobudza si&#281; amfetamin&#261;. Proponuje partnerowi, ale on odmawia.</p><p>[motyw kanalizowania libido przez fale  itp. miejsca oznaczone przez Diagram s&#261; punktami przeci&#261;&#263; fal elektromagnetycznych]</p><p>W podziemiach jest dziwnie. Samo miejsce mo&#380;e wywo&#322;ywa&#263; hu&#347;tawki nastroj&#243;w. Dalej na &#347;cianach wisi co&#347; ob&#347;lizg&#322;ego. Detektyw wyci&#261;ga n&#243;&#380; i przecina to co&#347;. Wysypuj&#261; si&#281; jaja. &#8222;To tasiemce&#8221; m&#243;wi. &#8222;Spokojnie, tasiemce niczego nie czuj&#261;&#8221;. </p><p>Po drodze zwisaj&#261; m&#243;zgi nabite na d&#322;ugie, cienkie j&#281;zyki </p><p>Na ko&#324;cu pojawia si&#281; wielka, absurdalna morda:</p><p></p><div class="captioned-image-container"><figure><a class="image-link image2 is-viewable-img" target="_blank" href="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png" data-component-name="Image2ToDOM"><div class="image2-inset"><picture><source type="image/webp" srcset="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_424,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 424w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_848,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 848w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_1272,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 1272w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_1456,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 1456w" sizes="100vw"><img src="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_1456,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png" width="428" height="364" data-attrs="{&quot;src&quot;:&quot;https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png&quot;,&quot;srcNoWatermark&quot;:null,&quot;fullscreen&quot;:null,&quot;imageSize&quot;:&quot;normal&quot;,&quot;height&quot;:364,&quot;width&quot;:428,&quot;resizeWidth&quot;:null,&quot;bytes&quot;:0,&quot;alt&quot;:null,&quot;title&quot;:null,&quot;type&quot;:&quot;&quot;,&quot;href&quot;:null,&quot;belowTheFold&quot;:true,&quot;topImage&quot;:false,&quot;internalRedirect&quot;:null,&quot;isProcessing&quot;:false,&quot;align&quot;:null,&quot;offset&quot;:false}" class="sizing-normal" alt="" srcset="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_424,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 424w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_848,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 848w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_1272,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 1272w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!_c3f!,w_1456,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F82d47083-3d72-4166-bcff-4409c6a895a5_1284x1093.png 1456w" sizes="100vw" loading="lazy"></picture><div class="image-link-expand"><div class="pencraft pc-display-flex pc-gap-8 pc-reset"><button tabindex="0" type="button" class="pencraft pc-reset pencraft icon-container restack-image"><svg role="img" width="20" height="20" viewBox="0 0 20 20" fill="none" stroke-width="1.5" stroke="var(--color-fg-primary)" stroke-linecap="round" stroke-linejoin="round" xmlns="http://www.w3.org/2000/svg"><g><title></title><path d="M2.53001 7.81595C3.49179 4.73911 6.43281 2.5 9.91173 2.5C13.1684 2.5 15.9537 4.46214 17.0852 7.23684L17.6179 8.67647M17.6179 8.67647L18.5002 4.26471M17.6179 8.67647L13.6473 6.91176M17.4995 12.1841C16.5378 15.2609 13.5967 17.5 10.1178 17.5C6.86118 17.5 4.07589 15.5379 2.94432 12.7632L2.41165 11.3235M2.41165 11.3235L1.5293 15.7353M2.41165 11.3235L6.38224 13.0882"></path></g></svg></button><button tabindex="0" type="button" class="pencraft pc-reset pencraft icon-container view-image"><svg xmlns="http://www.w3.org/2000/svg" width="20" height="20" viewBox="0 0 24 24" fill="none" stroke="currentColor" stroke-width="2" stroke-linecap="round" stroke-linejoin="round" class="lucide lucide-maximize2 lucide-maximize-2"><polyline points="15 3 21 3 21 9"></polyline><polyline points="9 21 3 21 3 15"></polyline><line x1="21" x2="14" y1="3" y2="10"></line><line x1="3" x2="10" y1="21" y2="14"></line></svg></button></div></div></div></a></figure></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Mail, który ostatnio napisałem na prośbę]]></title><description><![CDATA[Polecam weryfikowa&#263; podane dane, bo nigdy nie wiadomo!]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/mail-ktory-ostatnio-napisaem-na-prosbe</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/mail-ktory-ostatnio-napisaem-na-prosbe</guid><pubDate>Thu, 29 Jan 2026 09:48:52 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Postaram si&#281; w miar&#281; zbornie opisa&#263; to, o czym ostatnio opowiada&#322;em.</p><p>J&#281;zyk japo&#324;ski od prawie 1500 lat pos&#322;uguje si&#281; pismem chi&#324;skim. Do Japonii zosta&#322;o wprowadzone na prze&#322;omie V i VI wieku wraz z buddyzmem w celu aktualizacji j&#281;zyka o abstrakcyjne znaczenia zwi&#261;zane z religi&#261;, administracj&#261; i kultur&#261; pisma w og&#243;le. Nie dotar&#322;em do informacji na temat &#380;adnej poprzedzaj&#261;cej system chi&#324;ski grafii. Japo&#324;czycy czytali te znaki &#8220;po swojemu&#8221; dopasowuj&#261;c je do swojej gramatyki, tak te&#380; zosta&#322; zapisany w VIII wieku epos narodowy <em>Kojiki</em>.<br><br>Problem z dopasowywaniem chi&#324;skich znak&#243;w do japo&#324;skiej gramatyki by&#322; taki, &#380;e pr&#243;buj&#261;c dopasowywa&#263; znaki przez ich foniczno&#347;&#263; do chocia&#380;by partyku&#322; gramatycznych (kt&#243;rych w chi&#324;skim nie ma) pismo stawa&#322;o si&#281; chaotyczne i trudne w rozumieniu, poniewa&#380; ideogramy chi&#324;ski posiadaj&#261; nie tylko brzmienia, ale i przypisane do nich znaczenia. W &#243;smym wieku pojawi&#322; si&#281; pierwszy system zapisu fonetyki japo&#324;skiej, czyli man&#8217;yogana, kt&#243;ry s&#322;u&#380;y&#322; nie tyle co do zapisu j&#281;zyka, ile do opisu fonetycznego znak&#243;w. Z czasem wyewoluowa&#322; w sylabariusze kana, czyli w hiragan&#281; i katakan&#281;.</p><p>Tutaj rozpoczyna si&#281; do&#347;&#263; skomplikowany problem. Pojawia si&#281; kultura pisma <em>kanbun</em>, czyli tekstu zapisywanego po chi&#324;sku z pomoc&#261; samych znak&#243;w kanji, ale odczytywanego po japo&#324;sku poprzez stosowanie systemu <em>kundoku</em>, czyli zmienianie szyku zdania, dodawanie ko&#324;c&#243;wek i partyku&#322; gramatycznych oraz uzupe&#322;nianie &#8220;w my&#347;lach&#8221;. To oczywi&#347;cie by&#322;a trudna sztuka, dlatego by&#322;a zarezerwowana dla tych, kt&#243;rzy maj&#261; czas i mo&#380;liwo&#347;&#263; edukacji, czyli dla m&#281;&#380;czyzn z elit. Dla ni&#380;szych warstw i kobiet zarezerwowane by&#322;o pisanie w hiraganie, dlatego te&#380; arcydzie&#322;o z prze&#322;omu X i XI, czyli powie&#347;&#263; <em>Genjimonogatari </em>zosta&#322;o napisane poprzez hiragan&#281; przez dam&#281; dworu Murasaki Shikibu (podobno w 2027 ma pojawi&#263; si&#281; przek&#322;ad na polski tej tysi&#261;cstronicowej kolubryny). Z tym te&#380; si&#281; wi&#261;&#380;e ciekawa historia pierwszego przek&#322;adu Biblii na japo&#324;ski. W 1547 samuraj &#8220;ni&#380;szego szczebla&#8221; Anjiro pozna&#322; si&#281; z portugalskim jezuit&#261; Francisem Xavierem. W jaki&#347; spos&#243;b, by&#263; mo&#380;e przez prac&#281; na okr&#281;tach, Anjiro pozna&#322; podstawy portugalskiego i m&#243;g&#322; si&#281; skomunikowa&#263; z Europejczykami, dzi&#281;ki czemu zosta&#322; pierwszym nawr&#243;conym na chrze&#347;cijanizm Japo&#324;czykiem. Uczestniczy&#322; w ten spos&#243;b w pierwszym przek&#322;adzie Biblii na japo&#324;ski, ale b&#281;d&#261;c &#8220;ni&#380;szego szczebla&#8221; zna&#322; tylko hiragan&#281;, wobec czego nie zna&#322; znak&#243;w s&#322;u&#380;&#261;cych do opisywania abstrakcyjnych poj&#281;&#263; religijnych. To bardzo ciekawa kwestia j&#281;zyk&#243;w pos&#322;uguj&#261;cych si&#281; pismem chi&#324;skim -- ideogramy dodaj&#261; wyrazom znaczenie. Anjiro nie wystarcza&#322;y same s&#322;owa do opisu z&#322;o&#380;onych kwestii teologicznych, musia&#322;by zna&#263; jeszcze zaawansowane kanji, &#380;eby wykona&#263; swoj&#261; prac&#281; prawid&#322;owo (ja z moim poziomem japo&#324;skiego nawet nie patrz&#281; na znaki z pism buddyjskich i konfucja&#324;skich). Cho&#263;, szczerze powiedziawszy, marz&#281; o tym, &#380;eby kiedy&#347; kiedy&#347; docz&#322;apa&#263; si&#281; do takiego poziomu, &#380;eby m&#243;c zobaczy&#263; jak wygl&#261;da przek&#322;ad, do kt&#243;rego Anjiro przy&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281;.</p><p>W&#322;a&#347;nie, kwestie w&#322;adzy-wiedzy, &#380;e tak nawi&#261;&#380;&#281; do Foucaulta. Skomplikowanie systemu pisma jest czym&#347;, co pozwala&#322;o elitom zatrzymywa&#263; z&#322;o&#380;one kwestie administracyjno-prawne i teologiczne dla siebie. Nawet dzi&#347;, mimo uproszcze&#324;, to jest trudna sztuka, poniewa&#380; dzi&#347; Japo&#324;czyk musi umie&#263; si&#281; pos&#322;ugiwa&#263; oko&#322;o 2000 znakami, by m&#243;c sprawnie porusza&#263; si&#281; w &#347;wiecie tekstu. Oczywi&#347;cie nie jest tak, &#380;e oni te znaki maj&#261; &#8220;wyryte na blach&#281;&#8221;, czasem wspomagaj&#261; si&#281; hiragan&#261; (w ksi&#261;&#380;kach przy rzadziej spotykanych znakach znajduj&#261; si&#281; dopisane litery z hiragany). Opr&#243;cz tego jeden znak ma po kilka odczyta&#324;.<br><br>We&#378;my na ten przyk&#322;ad znak oznaczaj&#261;cy &#8220;ja&#8221; w formie bezp&#322;ciowej i neutralnej znaczeniowo. &#8220;Watashi&#8221;, czyli &#31169;. Odczytania wiktionary (<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E7%A7%81">https://en.wiktionary.org/wiki/%E7%A7%81</a>) podaje tak:<br></p><h4><strong>Readings</strong></h4><ul><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#goon">Go-on</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%97#Japanese">&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/shi#Japanese">shi</a></em>, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/J%C5%8Dy%C5%8D_kanji">J&#333;y&#333;</a>)</p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#kan'on">Kan-on</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%97#Japanese">&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/shi#Japanese">shi</a></em>, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/J%C5%8Dy%C5%8D_kanji">J&#333;y&#333;</a>)</p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#kun'yomi">Kun</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%82%8F%E3%81%9F%E3%81%8F%E3%81%97#Japanese">&#12431;&#12383;&#12367;&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/watakushi#Japanese">watakushi</a></em>, <strong>&#31169;</strong>, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/J%C5%8Dy%C5%8D_kanji">J&#333;y&#333;</a>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%82%8F%E3%81%9F%E3%81%97#Japanese">&#12431;&#12383;&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/watashi#Japanese">watashi</a></em>, <strong>&#31169;</strong>, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/J%C5%8Dy%C5%8D_kanji">J&#333;y&#333;</a>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/w/index.php?title=%E3%81%B2%E3%81%9D%E3%81%8B%E3%81%AB&amp;action=edit&amp;redlink=1">&#12402;&#12381;&#12363;&#12395;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/w/index.php?title=hisokani&amp;action=edit&amp;redlink=1">hisokani</a></em>, <a href="https://en.wiktionary.org/w/index.php?title=%E7%A7%81%E3%81%8B%E3%81%AB&amp;action=edit&amp;redlink=1">&#31169;&#12363;&#12395;</a>)</p></li></ul><p>Go-on i kan-on to s&#261; odczytania on&#8217;yomi, czyli sino-japo&#324;skie. &#8220;Kun&#8221; to kun&#8217;yomi, czyli czysto japo&#324;skie. Jak wida&#263; jest tego troch&#281;.<br><br>Sam znak &#8220;watashi&#8221; sk&#322;ada si&#281; z dw&#243;ch pierwiastk&#243;w, czyli element&#243;w znacz&#261;cych sk&#322;adaj&#261;cych si&#281; na jeden znak: &#31166; i &#21430;. Pierwszy oznacza &#8220;ziarno&#8221;, a drugi &#8220;ja&#8221;. Prosz&#281; zwr&#243;ci&#263; uwag&#281; jak&#261; poetyck&#261; maksym&#281; m&#243;wi znak &#8220;watashi&#8221;, czyli te najzwyklejsze ze wszystkich &#8220;ja&#8221;! &#379;eby nie by&#322;o za prosto, to tak wygl&#261;da sprawa z wymow&#261; pierwszego i drugiego:<br><br></p><ul><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#goon">Go-on</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%82%8F#Japanese">&#12431;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/wa#Japanese">wa</a></em>)</p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#kan'on">Kan-on</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%8B#Japanese">&#12363;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/ka#Japanese">ka</a></em>)<sup>&#8592;</sup><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%8F%E3%82%8F#Japanese"><sup>&#12367;&#12431;</sup></a><sup> (</sup><em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/kwa#Japanese"><sup>kwa</sup></a></em><sup>, </sup><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Historical_kana_orthography"><sup>historical</sup></a><sup>)</sup></p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#kun'yomi">Kun</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%84%E3%81%AD#Japanese">&#12356;&#12397;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/ine#Japanese">ine</a></em>, <strong>&#31166;</strong>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%AE%E3%81%8E#Japanese">&#12398;&#12366;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/nogi#Japanese">nogi</a></em>, <strong>&#31166;</strong>)</p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#nanori">Nanori</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%AE%E3%81%8E#Japanese">&#12398;&#12366;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/nogi#Japanese">nogi</a></em>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%AE%E3%81%B6#Japanese">&#12398;&#12406;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/nobu#Japanese">nobu</a></em>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/w/index.php?title=%E3%81%B2%E3%81%84%E3%81%9A&amp;action=edit&amp;redlink=1">&#12402;&#12356;&#12378;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/w/index.php?title=h%C4%ABzu&amp;action=edit&amp;redlink=1">h&#299;zu</a></em>)<br><br><br></p><ul><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#on'yomi">On</a></strong> (unclassified): <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%97#Japanese">&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/shi#Japanese">shi</a></em>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%BC%E3%81%86#Japanese">&#12412;&#12358;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/b%C5%8D#Japanese">b&#333;</a></em>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%82%80#Japanese">&#12416;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/mu#Japanese">mu</a></em>)</p></li><li><p><strong><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Japanese_glossary#kun'yomi">Kun</a></strong>: <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%82%8F%E3%81%9F%E3%81%8F%E3%81%97#Japanese">&#12431;&#12383;&#12367;&#12375;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/watakushi#Japanese">watakushi</a></em>, <strong>&#21430;</strong>)&#12289;<a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E3%81%94%E3%81%96%E3%82%8B#Japanese">&#12372;&#12374;&#12427;</a> (<em><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/gozaru#Japanese">gozaru</a></em>, <a href="https://en.wiktionary.org/wiki/%E5%8E%B6%E3%82%8B#Japanese">&#21430;&#12427;</a>)<br></p></li></ul></li></ul><p>Tutaj jeszcze da si&#281; doj&#347;&#263; do to&#322;ku odczytuj&#261;c obydwa znaki w on&#8217;yomi, ale zazwyczaj to tak nie dzia&#322;a.<br><br>Po co s&#261; te dwa odczytania? Zazwyczaj, kiedy dwa ca&#322;e znaki dzieli partyku&#322;a gramatyczna, to czyta si&#281; w japo&#324;skim, a kiedy stoj&#261; bezpo&#347;rednio obok siebie, to w sinojapo&#324;skim (ale to te&#380; nie jest sta&#322;a regu&#322;a).<br><br>Tak, ju&#380; wracaj&#261;c do w&#322;adzy-wiedzy. Rzecz zdecydowanie jest skomplikowana, ale Japo&#324;czycy nie mog&#261; sobie odpu&#347;ci&#263; kanji ze wzgl&#281;du na histori&#281;. Bez kanji odci&#281;liby si&#281; od swojego dziedzictwa. Jednak, jak mi si&#281; zdaje, du&#380;o istotniejsze jest to, &#380;e w japo&#324;skim jest mn&#243;stwo homonim&#243;w. &#8220;Shi&#8221; mo&#380;e znaczy&#263; zar&#243;wno &#8220;cztery&#8221;, &#8220;wiersz&#8221;, &#8220;&#347;mier&#263;&#8221; i jeszcze wiele innych s&#322;&#243;w, kt&#243;rych z pami&#281;ci nie przytocz&#281;. W j&#281;zyku o do&#347;&#263; ograniczonej fonetyce (sylabariusz hiragana liczy sobie 46 znak&#243;w, a wliczaj&#261;c to diakryty by&#322;oby to 71 znak&#243;w). Ze wzgl&#281;d&#243;w komunikacyjnych musz&#261; zosta&#263;<br><br>Przepraszam, bo tak dopominam si&#281; o t&#281; w&#322;adz&#281;-wiedz&#281;, ale tak klucz&#281; w niemniej istotne kwestie. Znakami chi&#324;skimi te&#380; pos&#322;ugiwa&#322;y si&#281; j&#281;zyki wietnamskie i korea&#324;skie, ale w ich przypadku by&#322; to wyraz chi&#324;skiej dominacji. Elity korea&#324;skie i wietnamskie zale&#380;ne od Chi&#324;czyk&#243;w musia&#322;y si&#281; pos&#322;ugiwa&#263; skomplikowanym pismem chi&#324;skim i tym samym odcina&#263; &#8220;prosty&#8221; lud od pisma. W XV wieku kr&#243;l Korei Sejong Wielki opracowa&#322; alfabet(!) o nazwie hangul, sk&#322;adaj&#261;cy si&#281; tylko z 24 znak&#243;w (14 sp&#243;&#322;g&#322;osek i 10 samog&#322;osek). Rzecz jest niezwyk&#322;a, poniewa&#380; w tych okolicach nigdzie nie by&#322;o &#380;adnego alfabetu. No, jest pewien wyj&#261;tek, cho&#263; nie do ko&#324;ca. W Chinach istnia&#322;a mniejszo&#347;&#263; &#380;ydowska, jak i muzu&#322;ma&#324;ska. Pierwsza do pewnego czasu ze zrozumieniem pos&#322;ugiwa&#322;a si&#281; alfabetem hebrajskim, druga pismem arabskim. Ale w&#261;tpi&#281;, &#380;eby abd&#380;ad m&#243;g&#322; tu odegra&#263; rol&#281; (cho&#263; mo&#380;e kiedy&#347; zrobi&#281; w tej kwestii kwerend&#281;). Hangul mia&#322; by&#263; prostym &#8220;w obs&#322;udze&#8221;, nauce i zrozumieniu pismem zrozumia&#322;ym nawet przez lud. Niestety elity korea&#324;skie odrzuci&#322;y ten pomys&#322; i hangul przechowa&#322; si&#281; w&#322;a&#347;nie w&#347;r&#243;d ludu i powr&#243;ci&#322; wraz z modernizacj&#261; Korei pod koniec XIX wieku, zast&#281;puj&#261;c tym samym pismo chi&#324;skie.<br><br>No, to tyle co mog&#281; powiedzie&#263;. Moz&#281; tylko na koniec zapis prostego, japo&#324;skiego zdania:<br>&#20474;&#12399;&#12501;&#12452;&#12483;&#12522;&#12503;&#12391;&#12377;</p><p>&#20474; - &#8220;ore&#8221;, czyli &#8220;ja&#8221;, ale powiedziane przez m&#281;&#380;czyzn&#281;<br>&#12399; - partyku&#322;a gramatyczna &#8220;wa&#8221; (zapisywana znakiem hiragany normalnie czytanym jako &#8220;ha&#8221;) oznaczaj&#261;ca og&#243;lny stan rzeczy<br>&#12501;&#12452;&#12483;&#12522;&#12503; - moje imi&#281;, ale w fonetyce japo&#324;skiej, czyli &#8220;Firippu&#8221; (wyrazy pochodzenia obcego zapisuje si&#281; sylabariuszem katakana)<br>&#12391;&#12377; - &#8220;desu&#8221;, czyli &#8220;jestem zapisane w &#8220;hiraganie&#8221;<br><br><br>&#12424;&#12429;&#12375;&#12367;&#12362;&#12397;&#12364;&#12356;&#12375;&#12414;&#12377;&#12290;</p><p>Filip Matwiejczuk.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Pokazywanie katastrofizmów]]></title><description><![CDATA[zaczynaj&#261;c od Stanis&#322;awa Jerzego Leca]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/pokazywanie-katastrofizmow</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/pokazywanie-katastrofizmow</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Tue, 29 Jul 2025 13:34:44 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/1673732a-2aad-49e9-84ad-0365a4bcfb34_1080x1920.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p><em>To nie maski, to nasze czasy: czaszki! Chyba w&#322;a&#347;nie dali&#347;my sobie sprzeda&#263;, wm&#243;wi&#263;, opchn&#261;&#263; slogan o chwytliwo&#347;ci czaszki</em><br>Andrzej Szpindler, <em>Moda na niczyj&#261; czaszk&#281; minie mi</em></p><p>przeczyta&#322;em wczoraj tomik Stanis&#322;awa Jerzego Leca <em>Do Kaina i Abla</em>. Tom oko&#322;o osiemdziesi&#281;ciu gnom czyta si&#281; niewiele inaczej, ni&#380; maksymy z <em>My&#347;li nieuczesanych</em>, ale dopiero przy wersyfikowanej formie zauwa&#380;y&#322;em to, co jest w jego tw&#243;rczo&#347;ci ciekawe i odr&#281;bne.</p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://filipmatwiejczuk.substack.com/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Thanks for reading Filip&#8217;s Substack! Subscribe for free to receive new posts and support my work.</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div><blockquote><p><strong>Krwawa r&#243;&#380;nica ras</strong></p><p>Krwawa r&#243;&#380;nica ras:<br>jedne s&#261; mordowane,<br>drugie morduj&#261; &#8211;<br>najwi&#281;cej miesza&#324;c&#243;w!<br>Morduj&#261;c s&#261; mordowani,<br>mordowani b&#281;d&#261;c<br>morduj&#261;.</p></blockquote><p>i taka tonacja trzyma si&#281; przez ca&#322;&#261; ksi&#261;&#380;k&#281;. pierdzielony zbiorek nihilistycznych kawa&#322;&#243;w! w <em>My&#347;lach nieuczesanych </em>podobnie, wybrane przykre aspekty rzeczywisto&#347;ci s&#261; wyra&#380;ane poprzez zgrabne, kr&#243;tkie zdania i &#380;artobliwe figury retoryczne. Przyk&#322;adowo losowo wybrana my&#347;l nieuczesana:</p><p>Na konfrontacji trup nie rozpozna&#322; swojego mordercy.</p><p>i tak ca&#322;y czas. nazwa&#322;bym to &#8222;katastroficznym automatyzmem&#8221;. poet&#261;, kt&#243;ry realizuje podobny tryb, ale w formie bardziej rozbudowanych historyjek, anegdot, &#8222;kawa&#322;&#243;w&#8221;, a nawet powie&#347;ci jest Adam Kaczanowski. aczkolwiek obydwu tw&#243;rc&#243;w &#322;&#261;czy aspekt redukowania rzeczywisto&#347;ci do umniejszaj&#261;cych figur retorycznych. skrajnym przyk&#322;adem takiego traktowania rzeczywisto&#347;ci jest wiersz <em>Thalidomid </em>Iwaszkiewicza:</p><blockquote><p><strong>Thalidomid</strong></p><p>Kiedy bra&#322;em w siebie<br>te chmury te deszcze<br>te wysokie jesiony<br>te jask&#243;&#322;ki<br>wo&#322;aj&#261;ce: kiwit kiwit<br>te dymy<br>te zapachy<br>br&#261;zy sk&#243;ry<br>usta</p><p>jakimi&#380; pojono<br>mnie truciznami<br>jakich zazna&#322;em<br>m&#261;k</p><p>I teraz si&#281; rodz&#261; te wiersze<br>potworki<br>bez n&#243;g<br>bez r&#261;k</p></blockquote><p>Thalidomid by&#322; lekiem uspokajaj&#261;cym, przepisywanym kobietom w ci&#261;&#380;y na poranne md&#322;o&#347;ci. wprowadzony na rynek w latach pi&#281;&#263;dziesi&#261;tych jako bezpieczny, jednak okaza&#322; si&#281; &#347;rednio bezpieczny: powodowa&#322; ci&#281;&#380;kie wady wrodzone. dzieci rodzi&#322;y si&#281; bez ko&#324;czyn, z deformacjami. i Iwaszkiewicz zredukowa&#322; ten aspekt rzeczywisto&#347;ci do zgrabnej metafory w&#322;asnej tw&#243;rczo&#347;ci poetyckiej. nie b&#281;d&#281; komentowa&#263; moralno&#347;ci tej sytuacji. w ka&#380;dym b&#261;d&#378; razie teraz interesuje mnie ten szczeg&#243;lny tryb pisania, ten redukcjonistyczny katastrofizm, nihilizm, turpizm.</p><p>Stanis&#322;aw Jerzy Lec robi tak bez przerwy. rejestruje kolejne elementy rzeczywisto&#347;ci do zabawnych maksym. Andrzej Szpindler &#347;wietnie to formu&#322;uje i komentuje w eseju <em>Moda na niczyj&#261; czaszk&#281; minie mi</em>:</p><blockquote><p>Wiersze, kt&#243;rymi Lec dociera do formatu <em>My&#347;li</em>, charakteryzuje specyficzny, swobodny liryzm, rodzaj melancholijnego entuzjazmu, obecny tak&#380;e w niemieckoj&#281;zycznym ekspresjonizmie. &#346;lad czego&#347; takiego daje si&#281; wy&#347;ledzi&#263; jeszcze u Brechta (kt&#243;rego Lec by&#322; bodaj&#380;e pierwszym polskim t&#322;umaczem), a r&#243;wnie&#380; w rozwa&#380;aniach Benjamina, kt&#243;rego <em>Pasa&#380;e </em>odbijaj&#261; si&#281; niekiedy echem w budowie <em>Autobiografii s&#322;owa</em>. Projekt &#8222;&#380;yciowego dzie&#322;a&#8221; z&#322;o&#380;onego z wyimk&#243;w, rozmy&#347;laj&#261;cych wsp&#243;lnie (niczym weso&#322;a fabryczka) i pi&#281;trz&#261;cych si&#281; na miar&#281; &#8222;konstrukcji &#380;elaznych&#8221;, aby zobrazowa&#263; przechodzenie jednego wieku w drugi (dziewi&#281;tnastego w dwudziesty), to istotne wyzwanie rzucone prozie refleksyjnej, kt&#243;re wykazuje, &#380;e formu&#322;a notatki cz&#281;stokro&#263; najlepiej koresponduje z kupa&#380;ami czas&#243;w, oddaj&#261;c sprawiedliwo&#347;&#263; najr&#243;&#380;niejszym &#380;yciom rozp&#322;aszczaj&#261;cym si&#281; pod nimi.</p></blockquote><p>&#380;art Leca jest jak wehiku&#322;, kt&#243;ry umo&#380;liwia mu sun&#261;&#263; przez wielorakie aspekty wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci i realizowa&#263; mu je w go&#347;cinnych czytelnikowi aforyzmach (vide Lec: &#8222;Aforyzm zostawia wi&#281;cej miejsca dla cz&#322;owieka&#8221;, a Szpindler: &#8222;I rzeczywi&#347;cie, mo&#380;emy z nimi p&#243;j&#347;&#263; mi&#281;dzy siebie, albo si&#281; mi&#281;dzy nimi po&#322;o&#380;y&#263;&#8221;). czytamy te nihilistyczne &#380;arciki, bez problemu je absorbujemy i my&#347;limy je po swojemu.</p><blockquote><p><strong>Oduczyili&#347;my si&#281;</strong></p><p>Oduczyli&#347;my si&#281;<br>starego pisma Indian,<br>pe&#322;nych znaczenia<br>w&#281;z&#322;&#243;w<br>na sznurach.<br>Nie wtajemniczeni<br>przeczytaj&#261;<br>bez b&#322;&#281;du<br>jeden tylko w&#281;ze&#322; &#8211;<br>na gardle cz&#322;owieka.</p></blockquote><p>a z my&#347;li:</p><p>Technika przynosi wolno&#347;&#263; jednostkom. Dyktatorom wystarcz&#261; doskona&#322;e dyktafony</p><p>zaczyna si&#281; od obserwacji na temat rzeczywisto&#347;ci i ko&#324;czy absolutnie puetnow&#261; puent&#261;. i czytelnik mo&#380;e sobie pomy&#347;le&#263; i odnie&#347;&#263; do tego, co akurat b&#281;dzie mu pasowa&#263;. nie bez powodu Szpindler okre&#347;la Leca jako &#8222;reportera&#8221;, jego zadanie to rejestrowanie rzeczywisto&#347;ci w form&#281; szybkich przekaz&#243;w (do tego satyrycznych). dlatego Lec bywa zestawiany z Karlem Krausem, wielkim austriackim dziennikarzem, satyrykiem i autorem monumentalnego dramatu <em>Ostatnie dni ludzko&#347;ci </em>(czekamy w chuj na przek&#322;ad, musi si&#281; kiedy&#347;, ku&#378;wa, pojawi&#263;). a jak ju&#380; jeste&#347;my przy Austriackim katastrofizmie. Thomas Bernhard raz napisa&#322; takie co&#347;:</p><p><strong>Lec</strong></p><blockquote><p>Satyryk Lec, z kt&#243;rym przyja&#378;ni&#322;em si&#281; a&#380; do jego &#347;mierci i w kt&#243;rego mieszkaniu wielokrotnie by&#322;em go&#347;ciem, i kt&#243;ry swoje satyryczno-filozoficzne maksymy zapisywa&#322; zawsze w &#8211; jak je nazywa&#322; &#8211; ksi&#281;gach kuchennych swojej &#380;ony, utrzymywa&#322; za ka&#380;dym razem, kiedy przemierzali&#347;my maj&#261;c&#261; oko&#322;o stu metr&#243;w d&#322;ugo&#347;ci i oko&#322;o trzydziestu metr&#243;w szeroko&#347;ci p&#322;aszczyzn&#281; na tak zwanym Nowym &#346;wiecie, a kiedy bywa&#322;em w Warszawie, to prawie codziennie chocia&#380; raz chodzi&#322;em Nowym &#346;wiatem, ot&#243;&#380; utrzymywa&#322; on, &#380;e pod t&#261; p&#322;aszczyzn&#261; s&#261; pogrzebani najgro&#378;niejsi przeciwnicy panuj&#261;cego re&#380;ymu i &#380;e sam by&#322; &#347;wiadkiem, jak dzisiejsi w&#322;adcy zg&#322;adzili swoich przeciwnik&#243;w i pogrzebali ich w tym miejscu. Ilekro&#263; pyta&#322;em innych ludzi, co s&#261;dz&#261; o tym twierdzeniu Leca, kr&#281;cili tylko g&#322;owami pozostawiaj&#261;c mnie bez odpowiedzi. Ale Lec zawsze m&#243;wi&#322; prawd&#281;. (prze&#322;. Jacek St. Buras)</p></blockquote><p>przyjaci&#243;&#322;mi, kurde, byli! a jak wiadomo Thomas Bernhard to jeden z najwi&#281;kszych pokazywaczy automatyzm&#243;w katastroficznych w literaturze. on jak siada&#322; do pisania, to chyba by&#322; zawsze nabuzowany, wkurwiony i napierdala&#322;, jak m&#243;j kolega Jack Oldman dawnymi laty, kiedy pisa&#322; zajebiste posty na fb bez interpunkcji o tym, jak go wkurwiaj&#261; przer&#243;&#380;ne aspekty rzeczywisto&#347;ci kulturalnej. jak widzimy w powy&#380;szej kr&#243;tkiej prozie r&#243;wnie&#380; realizuje katastrofizmy, ale poprzez s&#322;owa swojego przyjaciela, kt&#243;ry sam by&#322; automatycznym pokazywaczem katastrofizm&#243;w.</p><p>no co mog&#281; powiedzie&#263;. pokazywa&#263; te katastrofizmy do chuja Stasia! pokazywa&#263; je w zgrabnej, &#322;atwej do zapami&#281;tania formie, &#380;eby by&#322;o pami&#281;tane i wiedziane co si&#281; odpierdala, ale by&#347;my si&#281; te&#380; przy tym nie za&#322;amywali, tylko zgrabnym, jeanpaul-richteria&#324;skim &#380;artobliwym &#347;lizgiem rejestrowali i wyra&#380;ali te paskudztwa &#380;ycia i cywilizacji.</p><p>w muzyce bardzo mi si&#281; podoba to, jak to robi DJ Smokey. jego znakiem rozpoznawczym jest wpieprzanie do ka&#380;dego kawa&#322;ka charakterystycznych voice tag&#243;w. ca&#322;y czas s&#322;uchacz jest napastowany przykrymi informacjami i czarnym humorem na temat zbrodni wojennych, bomb atomowych i depresji.</p><p>chocia&#380; te&#380; mo&#380;na sobie postawi&#263; pytanie, czy to nie jest ju&#380; tak zwany <em>low hanging fruit</em>? Adam Kaczanowski na spotkaniu z nim na festiwalu Mi&#322;osza m&#243;wi&#322;, &#380;e w po&#322;owie ksi&#261;&#380;ki <em>Co kradnie z&#322;odziej wo&#322;aj&#261;cy ratunku? </em>postanowi&#322; zrezygnowa&#263; z katastrofizm&#243;w, poniewa&#380; zauwa&#380;y&#322;, jako cz&#322;owiek pracuj&#261;cy w bran&#380;y reklamowej, &#380;e tego typu przekazy s&#261; ju&#380; czym&#347; powszechnym w mediach i og&#243;lnej narracji. To prawda, ale ja jestem straszn&#261; hype besti&#261;, dlatego nie mam problem&#243;w z pokazywaniem tego typu tre&#347;ci:</p><blockquote><p><strong>ECPU vs. kosmos</strong></p><p>Cz&#322;owiek z ECPU rozmawia&#322; z wieczno&#347;ci&#261;, udaj&#261;c czternastolatk&#281;.</p><p>Ta si&#281; do niego odezwa&#322;a; on nie wiedzia&#322;, &#380;e ona wie, &#380;e to on.</p><p>Do dzi&#347; trwa wojna<br>pomi&#281;dzy oddzia&#322;ami ECPU,<br>a si&#322;ami kosmosu.</p><p>Komentuj&#261;cy lamentuj&#261;,<br>&#380;e &#380;yjemy w rzeczywisto&#347;ci,<br>kt&#243;ra chce krzywdzi&#263; dzieci,<br>a akolici kosmosu nieustannie<br>przypominaj&#261;, &#380;e wieczno&#347;&#263;<br>wiedzia&#322;a o prawdziwym wieku<br>reprezentanta ECPU Polska.</p><p>*</p><p>Ta wojna, to si&#322;a dialektyczna na nowo definiuj&#261;ca<br>rytm naszego &#380;ycia i rzeczywisto&#347;ci: ECPU w walce z kosmosem.</p><p></p><p><strong>Przes&#322;anie</strong></p><p><em>tak pisa&#263; aby n&#281;dzarz<br>my&#347;la&#322; &#380;e pieni&#261;dze<br>- </em>Ewa Lipska</p><p>Je&#347;li by&#263; dziennikarzem to tylko takim<br>kt&#243;ry zaginie w niewyja&#347;nionych okoliczno&#347;ciach</p></blockquote><p>wyciszaj&#261;c pokazywanie siebie wr&#243;c&#281; do kwestii refleksji. w literaturze dzi&#347; pokazywanie katastrofizm&#243;w jest w zasadzie do&#347;&#263; modne, ale niekoniecznie w pisaniu. w ostatnich latach wielkie fascynacje Thomasem Bernhardem i Wernernem Schwabem w teatrze, niegasn&#261;ce zainteresowanie my&#347;l&#261; Ciorana, kariera Houllebecque&#8217;a. nota bene tylko jeden z wymienionych &#380;yje, ewentualnie z &#380;yj&#261;cych mo&#380;emy dorzuci&#263; Elfriede Jelinek, ale ona te&#380; zalicza si&#281; do starszych postaci mistrzowskich. w Polsce z &#380;yj&#261;cych i pokazuj&#261;cych katastrofist&#243;w, to mo&#380;e w&#322;a&#347;nie Adam Kaczanowski, ewentualnie Krzysztof Jaworski, ale to nie s&#261; wielkie kariery. powiedzmy, &#380;e aspekt nie&#380;ycia dodaje pewnego poloru katastrofizmom. w muzyce te&#380; nie jest to aspekt najwi&#281;kszego mainstreamu. powiedzmy, &#380;e mo&#380;na tutaj wpisa&#263; Kanyego Westa z jego pokazywaniem tego, co pokazywa&#322;, ale nie przysporzy&#322;o mu to powszechnego uwielbienia i zrozumienia (ale opcjom alt-rightowym si&#281; podoba&#322;o). Tylore the Creator wraz z przej&#347;ciem na najwy&#380;sze salony zrezygnowa&#322; ze skrajnego humoru, jakim si&#281; popisywa&#322; za czas&#243;w Odd Future i komponuje concept albumy, z kt&#243;rych s&#322;ucha&#322;em tylko pierwszy, bo mi si&#281; nie chce takich rzeczy s&#322;ucha&#263; (Kanyego Westa ostatnich p&#322;yt te&#380; nie s&#322;ucha&#322;em). ostatecznie jestem daleki do stwierdzenia, &#380;e takie tendencje to nisza, poniewa&#380; s&#261; obecne i widoczne.</p><p>dobra, mia&#322;o by&#263; o tomiku Leca, ale troch&#281; gdzie indziej wszystko posz&#322;o. niech tak zostanie.</p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://filipmatwiejczuk.substack.com/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Thanks for reading Filip&#8217;s Substack! Subscribe for free to receive new posts and support my work.</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Taktyczna szrama]]></title><description><![CDATA[Nieuko&#324;czony szkic o Magicznej ranie Mas&#322;owskiej]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/taktyczna-szrama</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/taktyczna-szrama</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Sat, 26 Jul 2025 01:43:01 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/89892a12-8472-454a-8b0d-00f327d0c193_1080x1076.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Na wst&#281;pie chcia&#322;bym si&#281; przyzna&#263; do dw&#243;ch pomy&#322;ek.</p><p>Sze&#347;&#263; lat temu nie przeczyta&#322;em <em>Innych ludzi</em>, poniewa&#380; z g&#243;ry stwierdzi&#322;em, &#380;e Mas&#322;owska przek&#322;amuje obraz &#8222;ulicy&#8221; zmy&#347;laj&#261;c go z wygodnej pozycji. G&#322;osi&#322;em na temat tej ksi&#261;&#380;ki r&#243;&#380;ne opinie, jak gdybym mia&#322; j&#261; przeczytan&#261;, ale wcale jej nie zna&#322;em. Za&#322;o&#380;y&#322;em, &#380;e skoro medialna posta&#263; Mas&#322;owskiej jest taka i taka, to ta ksi&#261;&#380;ka musi by&#263; taka. Opr&#243;cz tego z&#322;udnie stwierdzi&#322;em, &#380;e istniej&#261; jacy&#347; &#8222;prawdziwi ludzie&#8221;, a nie &#8222;inni ludzie&#8221; i ci &#8222;prawdziwi ludzie&#8221; absolutnie nie s&#261; dost&#281;pni intelektualistom, za to s&#261; dost&#281;pni mnie, bo ja wiem i ich znam. Nazywam to z&#322;udzeniem wieku studenckiego. To b&#322;&#281;dy &#347;wiatopogl&#261;dowe osoby nieobytej, pod&#322;ug kt&#243;rych arbitralnie wybrane aspekty &#380;ycia s&#261; niedost&#281;pne dla otoczenia, ale tkwi&#261;ca w swoich mylnych za&#322;o&#380;eniach osoba oczywi&#347;cie posiada do nich dost&#281;p i stawia si&#281; w wyj&#261;tkowej sytuacji bycia po&#347;rednikiem pomi&#281;dzy &#347;wiatami. Sam by&#322;em szamanem, kt&#243;ry wie i zna prawdziwych, naturalnych ludzi i jako jeden z niewielu jest w stanie objawi&#263; prawd&#281; o nich ludziom fa&#322;szywym, &#8222;za dobrze urodzonym&#8221;. Dlatego istnienie ksi&#261;&#380;ki <em>Inni ludzie </em>tak bardzo mnie razi&#322;o, wobec jej wznosi&#322;em swoje szamanistyczne sztandary i robi&#322;em z siebie nie innego, ale prawdziwego kretyna.</p><p>Kolejn&#261; moj&#261; wielk&#261; pomy&#322;k&#261; by&#322;o nadmierne uwierzenie w polityczn&#261; moc literatury. Nie zrozumcie mnie &#378;le, wci&#261;&#380; nienawidz&#281; kapitalizmu, liberalizmu, opowiadam si&#281; za lewicowymi has&#322;ami i podziwiam my&#347;l Marksa, ale kiedy&#347; du&#380;o bardziej to wszystko umagicznia&#322;em. S&#261;dzi&#322;em, &#380;e musimy rzuca&#263; jak najwi&#281;cej lewicowych zakl&#281;&#263;, &#380;eby zaczarowa&#263; nasz &#347;wiat i walczy&#263; z tymi, kt&#243;rzy inkantuj&#261; liberalizm. Ju&#380; nawet nie chodzi&#322;o o prost&#261;, tendencyjn&#261; literatur&#281;, uwierzy&#322;em w si&#322;&#281; zaawansowanych, surrealistycznych zakl&#281;&#263;. Dzi&#347; nie da si&#281; zaprzeczy&#263; powi&#261;zaniom ruchu surrealist&#243;w z parti&#261; komunistyczn&#261; i tezom Benjamina na temat politycznej radykalno&#347;ci surrealizmu, ale to wszystko by&#322;o kiedy&#347;. Dzi&#347; surrealizm nikogo nie zszokuje, najwy&#380;ej zdziwi, skonfunduje, ale nie zatrwo&#380;y. Z czasem przesta&#322;em wierzy&#263; w lewicowe zakl&#281;cia, a tym bardziej w te zakodowane w poetyce specyficznych poet&#243;w &#322;&#261;cz&#261;cych nieoczywiste s&#322;owa, jak i przesta&#322;em uwa&#380;a&#263;, &#380;e inni u&#380;ywaj&#261; liberalnych zakl&#281;&#263;, wobec czego trzeba z nimi walczy&#263;. Tak te&#380; my&#347;la&#322;em, &#380;e Mas&#322;owska jest jedn&#261; z najwi&#281;kszych liberalnych czarownic, kt&#243;rej ka&#380;de wyst&#261;pienie trzeba pr&#243;bowa&#263; zag&#322;uszy&#263; (oczywi&#347;cie jedynie w ma&#322;ym gronie kole&#380;anek i koleg&#243;w) radykalnymi lewicowymi mod&#322;ami. Nie walczmy z magi&#261;, a tym bardziej za pomoc&#261; magii, lepiej sprzeciwia&#263; si&#281; rzeczom, kt&#243;re si&#281; dziej&#261;, ewentualnie daj&#261;c im s&#322;owo.</p><p>Nie pope&#322;niam ju&#380; tych pomy&#322;ek, pope&#322;niam inne, wobec czego mog&#281; inaczej przyst&#261;pi&#263; do lektury.</p><p>*</p><p>Ka&#380;da nowa powie&#347;&#263; Mas&#322;owskiej to wydarzenie medialne. Poka&#378;ny udzia&#322; ma w tym jej rozbudowana kreacja wsparta o elementy kariery poza literackiej, w tym muzyka (p&#322;yty post-rapowe) i moda (udzia&#322; w projektowaniu ubra&#324; dla marki Medicine), a tak&#380;e legenda jej pierwszej powie&#347;ci, <em>Wojny polsko-ruskiej</em>. Si&#281;gaj&#261;c po jej now&#261; ksi&#261;&#380;k&#281; czytelniczk stoi przed wyborem, czy chce j&#261; czyta&#263; maj&#261;c na uwadze konteksty podsuwane przez karier&#281; autorki, czy wola&#322;aby odda&#263; si&#281; lekturze bez narzucania jej przeds&#261;d&#243;w. Sam wybra&#322;em drug&#261; drog&#281;, uwa&#380;aj&#261;c, &#380;e ta jest najrozs&#261;dniejsza, ale po jakim&#347; czasie zacz&#261;&#322;em si&#281; zastanawia&#263;, czy mo&#380;e te obydwie drogi s&#261; niew&#322;a&#347;ciwe. A dlaczego? Jako krytyk literacki cz&#281;sto stosuj&#281; konteksty i interteksty w celu obja&#347;nienia znaczenia i struktury utworu. Pisz&#261;c o Jonie Fosse odwo&#322;ywa&#322;em si&#281; do jego lektur Mistrza Eckharta, o Eileen Myles wspomina&#322;em o ich powi&#261;zaniu z Jamesem Schuylerem. Dlaczego czytelnik mia&#322;by odrzuca&#263; konteksty podrzucane przez tw&#243;rczyni&#281;, tylko dlatego, bo pochodz&#261; z innego medium? Przy <em>Magicznej ranie </em>sprawa ma si&#281; troch&#281; inaczej, bo o ile w pierwszym opowiadaniu typowy, Mas&#322;owski rezerwuar (angielski pisany fonetycznie, wymy&#347;lony slang, &#380;arty s&#322;owne) s&#261; obecne w pe&#322;nej krasie, to dalej wyst&#281;puje w ograniczonym stopniu. Przy obecnym w tak ograniczonym stopniu indywidualnym stylu stosowanie klucza podrzucanego przez imid&#380; artystyczny autorki nie jest ju&#380; nawet wytrychem, a sw&#261; subtelno&#347;ci&#261; przypomina &#322;om.</p><p>O ile <em>Inni ludzie </em>byli eksplozj&#261; indywidualnego stylu, absolutnie kompatybiln&#261; z kreacj&#261; artystyczn&#261; autorki, to <em>Magiczna rana </em>w zdecydowanie mniejszym stopniu. W tym przypadku na plus, poniewa&#380; pierwsze opowiadanie z ca&#322;ego tomu by&#322;o najgorsze i irytuj&#261;ce w swoich manierach. Dlaczego pogubione dziecko z rozbitej rodziny mia&#322;oby nagle przemawia&#263; mas&#322;owskimi &#380;artami? Po lekturze ca&#322;ej ksi&#261;&#380;ki mia&#322;em wra&#380;enie, &#380;e to opowiadanie musia&#322;o powsta&#263; albo na pocz&#261;tku, jako jakie&#347; nie&#347;mia&#322;e napocz&#281;cie kr&#243;tkiej formy albo dopisane na ko&#324;cu, &#380;eby doda&#263; ca&#322;o&#347;ci klamr&#281; kompozycyjn&#261;.</p><p>W tym miejscu trzeba powiedzie&#263; to wyra&#378;nie: pomimo zapewnie&#324; wydawcy, jak i samej autorki TO NIE JEST POWIE&#346;&#262;. Nie wiem jakie mog&#261; sta&#263; przyczyny za tak&#261; klasyfikacj&#261;, mo&#380;e to by&#263; albo zamys&#322; tw&#243;rczyni albo ruch marketingowy, ale jednolita stylistyka, lu&#378;ne klamry kompozycyjne i pojawianie si&#281; tych samych postaci (co dotyczy tylko po&#322;owy tekst&#243;w) nie decyduje jeszcze, by ca&#322;o&#347;&#263; by&#322;&#261; na tyle zwarta, by mo&#380;na by&#322;o m&#243;wi&#263; nawet o powie&#347;ci w opowiadaniach. &#321;atka &#8222;powie&#347;&#263; trashowa&#8221; te&#380; tu nic nie da, poniewa&#380; tego rodzaju kategoria nie jest dostatecznym wytrychem. Oczywi&#347;cie to nie pierwszy raz zastosowania tego typu strategii. W ostatnich latach zrobi&#322; to Mateusz G&#243;rniak nazywaj&#261;c <em>Trash story</em> powie&#347;ci&#261;, czy niejako matronka &#8222;powie&#347;ci ze &#347;mieci&#8221;, czyli Kathy Acker w <em>The Childlike Life of the Black Tarantula by the Black Tarantula </em>Mnie to nie przekonuje, poniewa&#380; i Mateusz G&#243;rniak (sory Mati&#8230; No hard feelings etc., tu chodzi o literatur&#281;&#8230;), i Kathy Acker pisali kompletne kompozycyjnie teksty, p&#243;&#378;niej zebrane i arbitralnie zamkni&#281;te w kategorii powie&#347;ci. <em>Magiczna rana </em>jest o tyle szczeg&#243;lna, &#380;e ka&#380;dy poszczeg&#243;lny cz&#322;on tej ksi&#261;&#380;ki jest na tyle zamkni&#281;ty fabularnie i kompozycyjnie, &#380;e jakakolwiek pr&#243;ba poluzowania ich &#8222;trashowo&#347;ci&#261;&#8221; grz&#281;&#378;nie.</p><p>A czy w og&#243;le pasuje tu kategoria trashowo&#347;ci? Nie, poniewa&#380; pr&#281;dzej jest to powie&#347;&#263; o &#347;mieciach, ni&#380; ze &#347;mieci. Mo&#380;e nie wydaje si&#281; to oczywiste i nie jest to najcz&#281;&#347;ciej poruszany temat, ale w Polsce kategoria &#8222;powie&#347;ci ze &#347;mieci&#8221; ma d&#322;ug&#261; tradycj&#281;. Zapomnianym prekursorem tej formy w literaturze polskiej jest Roman Jaworski, tworz&#261;cy u schy&#322;ku m&#322;odej polski i na pocz&#261;tku dwudziestolecia mi&#281;dzywojennego. W jego czasach specyficzna forma &#8222;powie&#347;ci m&#322;odopolskiej&#8221; by&#322;a ju&#380; na skraju u&#380;ywania, zaczyna&#322;a by&#263; postrzegana jako pretensjonalna, zbyt rozbuchana formalnie i stylistycznie. By&#322;a ju&#380; praktycznie skazana na &#347;mietnik historii, ale Roman Jaworski zrobi&#322; z niego u&#380;ytek wydobywaj&#261;c z tego z&#322;omu potrzebne mu do jego tw&#243;rczo&#347;ci zr&#281;by motyw&#243;w i form, tworz&#261;c groteskowe brikola&#380;e. P&#243;&#378;niej tego rodzaju poszukiwania formalne kontynuowali Gombrowicz i Witkacy dodaj&#261;c do tego eksperymenty z formami literatury popularnej. Po wojnie mo&#380;na wymieni&#263; wiele innych nazwisk, tu szczeg&#243;lnie si&#281; rzucaj&#261; Leopold Buczkowski pisz&#261;cy ze &#347;cink&#243;w wspomnie&#324; i literatury r&#243;&#380;nych epok oraz Ryszard Schubert komponuj&#261;cy swoje teksty z nagra&#324; magnetofonowych, rozm&#243;w robotnik&#243;w i tekst&#243;w trzymaj&#261;cych si&#281; bocznego toru historii literatury (chocia&#380;by z niezatytu&#322;owanego fragmentu opowiadania Krzysztofa Kamila Baczy&#324;skiego). Dzi&#347; nowe formy polskiej powie&#347;ci ze &#347;mieci bardziej s&#261; wspomagane przez tw&#243;rczo&#347;&#263; pisarek zagranicznych (Kathy Acker, Elfriede Jelinek), ni&#380; przez histori&#281; literatury polskiej (cho&#263; przypominam i b&#281;d&#281; przypomina&#263; zas&#322;ugi Andrzeja Szpindlera na tym polu). W przypadku Doroty Mas&#322;owskiej rzecz jest o tyle dziwna, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; jej utwor&#243;w mo&#380;na wpisa&#263; w ten nurt, a nawet m&#243;wi&#263; o jej niema&#322;ych zas&#322;ugach na tym polu, ale nie mo&#380;na tego powiedzie&#263; w&#322;a&#347;nie o <em>Magicznej ranie</em>.</p><p>Skoro ju&#380; ustali&#322;em, &#380;e to nie jest powie&#347;&#263; ze &#347;mieci, a pr&#281;dzej opowiadania o &#347;mieciach, to napisz&#281; o jakich [&#8230;]<br><br><br><br><br><br></p><p>Pogl&#261;dy czytelnika + lektura = ksi&#261;&#380;ka</p><p>Tre&#347;&#263; ksi&#261;&#380;ki + wizerunek Mas&#322;owskiej = ksi&#261;&#380;ka</p><p>To nie jest powie&#347;&#263;</p><p>Czym jest magiczna rana?</p><p>Wizerunek Mas&#322;owskiej mo&#380;e by&#263; odczytywany zamiast ksi&#261;&#380;ki</p><p>To po prostu typowa fikcja milenialska</p><p>poetyka &#8222;trashowej powie&#347;ci&#8221; (Acker, Burroughs, Jelinek, Witkacy, Szpindler, Schubert, G&#243;rniak, Krasny (polska powie&#347;&#263; &#347;mieciowa, ze &#347;mietnika czeka na obszerniejszy opis, ale mamy esej G&#322;owi&#324;skiego o Jaworskim)) i dlaczego Magiczna rana ni&#261; nie jest (Mas&#322;owska pisze o &#347;mieciach, a nie &#347;mieciami, &#347;mieciami to pisa&#322;a kiedy&#347;)</p><p>Dobrze skonstruowane opowiadania</p><p>Minusem przesadna estetyzacja, tandetyzacja rzeczywisto&#347;ci (scena pogrzebu)</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[„ten wiersz jest moim terytorium” z krótkiego poematu Z okna]]></title><description><![CDATA[W ci&#261;gu dw&#243;ch dni przeczyta&#322;em wyb&#243;r wierszy z lat 1957-2023 Urszuli Kozio&#322; &#379;yzna strona &#380;ycia i by&#322;o spoko.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/ten-wiersz-jest-moim-terytorium-z</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/ten-wiersz-jest-moim-terytorium-z</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Wed, 23 Jul 2025 04:01:45 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>W ci&#261;gu dw&#243;ch dni przeczyta&#322;em wyb&#243;r wierszy z lat 1957-2023 Urszuli Kozio&#322; <em>&#379;yzna strona &#380;ycia </em>i by&#322;o spoko. Ponad czterysta stron, to nieco mniej ni&#380; s&#261;&#380;nista <em>Fuga </em>z BL, kt&#243;ra ma&nbsp; ponad 750 stron i zbiera wszystkie wiersze do 2010. PiW przygotowa&#322; wyb&#243;r i dobrze, nie zawsze trzeba du&#380;o i wszystko, ale czasem mnie zastanawia co mnie omin&#281;&#322;o i czego gust redaktorki Katarzyny W&#243;jcik nie przepu&#347;ci&#322; Na pewno nie przepu&#347;ci&#322; wiersza <em>Znowu nie napisa&#322;am</em>, cudnego tekstu o tym, &#380;e Urszula Kozio&#322; nie napisa&#322;a i nie napisze <em>Don Kichota</em>. C&#243;&#380;, jest, to co mam i nie narzekam. W&#322;a&#347;ciwie to si&#281; ciesz&#281;, &#380;e mam ten tom, za co dzi&#281;kuj&#281; Paw&#322;owi Or&#322;owi. Inspiracj&#261; do si&#281;gni&#281;cia po niego by&#322;a &#347;mier&#263; Urszuli Kozio&#322;. Zdarza si&#281;.</p><p>Czytanie tom&#243;w maj&#261;cych charakter ca&#322;o&#347;ciowy b&#261;d&#378; przekrojowy zawsze mnie wycisza i przyszpila my&#347;lami do tw&#243;rczo&#347;ci postaci. Ostatnio tak mia&#322;em z Ew&#261; Lipsk&#261;, kt&#243;rej tw&#243;rczo&#347;&#263; do 1979 mnie mi&#322;o zaskoczy&#322;a (ale p&#243;&#378;niej ju&#380; tylko mnie zawodzi&#322;a). Urszula Kozio&#322; w wi&#281;kszo&#347;ci czasu mnie mi&#322;o zaskakiwa&#322;a. Zaczyna&#322;a spi&#380;owo, rzadko si&#281;ga&#322;a po tzw. <em>bia&#322;y atrament</em> (kmwtw (&#380;art. bia&#322;y atrament to teoria krytycznoliteracka, wed&#322;ug kt&#243;rej kobiety posiadaj&#261; inherentnie inny styl pisania z samego faktu bycia kobiet&#261;. Mia&#322;by by&#263; inny od &#8222;racjonalnego, linearnego m&#281;skiego stylu&#8221;, bo cia&#322;o kobiety i &#380;e cia&#322;o kobiety, to inne do&#347;wiadczenia, wobec czego pisanie inaczej. Nie przepadam za tego typu esencjalizmami)), pisa&#322;a wznio&#347;le i spi&#380;owo, stosuj&#261;c regularne, rymowane wiersze. Porusza&#322;a tematy tradycji (ju&#380; pierwszy wiersz w wyborze jest o Don Kichocie) i natury, ale szybko przesz&#322;a do czego&#347;, co mnie szczeg&#243;lnie interesuje i co ci&#261;gn&#281;&#322;o si&#281; przez wi&#281;kszo&#347;&#263; jej &#380;ycia. Nazywam to na razie roboczo tematami spekuklacji i analizowania przestrzeni w&#322;a&#347;nie poprzez spekulacj&#281;.</p><p>Pisa&#322;a g&#322;&#243;wnie wiersze wygl&#261;daj&#261;ce jak pr&#243;by analizowania rzeczywisto&#347;ci poprzez jej fenomeny i znaczenia. W tym momencie mam niejasne wra&#380;enie, &#380;e wcze&#347;niejsza Kozio&#322; by&#322;a bardziej zainteresowana fenomenami, a p&#243;&#378;niejsza znaczeniami, hermeneutyk&#261;, &#380;eby na koniec przej&#347;&#263; w pozycje egzystencjalne (w zasadzie w&#281;dr&#243;wka od fenomenologii do egzystencjalizmu przez hermeneutyk&#281; brzmi do&#347;&#263; naturalnie, bior&#261;c pod uwag&#281; kontekst lat &#380;ycia poetki), ale na razie zawieszam s&#261;d, poniewa&#380; musia&#322;bym przeczyta&#263; wi&#281;cej, ni&#380; ten wyb&#243;r, &#380;eby to stwierdzi&#263; oraz nie mam ochoty rozpisywa&#263; tak karko&#322;omnej do udowodnienia tezy na przestrzeni durnowatego wpisu na substacka.</p><p>Ale no hold up, moment. Po co&#347; zwr&#243;ci&#322;em na to uwag&#281;. Chodzi o to, &#380;e gdy czyta&#322;em wiersze o przyrodzie, jako o elementach postrzeganego &#347;wiata i analizy cia&#322;a raz przez jego fenomeny, a kiedy indziej poprzez znaczenia wynikaj&#261;ce z usadowienia w kulturze, a do tego gdzieniegdzie teksty od czapy, b&#281;d&#261;ce jakimi&#347; ma&#322;ymi eksperymentami, to poczu&#322;em familiaryzm. Te&#380; takie pisz&#281; (tylko cz&#281;&#347;ciej i z wi&#281;kszym rozmachem eksperymentuj&#281;. Usadawiam swoje cia&#322;o w spo&#322;ecznym kontek&#347;cie ekonomii, pracy i odczytuj&#281; wtedy wynikaj&#261;ce z tego znaczenia. Przez to brn&#261;&#322;em przez ca&#322;y tom z ciekawo&#347;ci&#261;, bo bardzo chcia&#322;em zobaczy&#263; jak ona to robi&#322;a.</p><p>A robi&#322;a naprawd&#281; ciekawie, cho&#263; te&#380; do&#347;&#263; monotonnie. Do&#347;&#263; szybko zrezygnowa&#322;a z regularnych form poezji, praktycznie wi&#281;kszo&#347;&#263; jej wierszy wygl&#261;da jak notatki z komponowania na nowo i na nowo kszta&#322;t&#243;w sta&#322;ych temat&#243;w: cia&#322;o, przyroda, bi&#322;gorajskie pochodzenia, z czasem mi&#322;o&#347;&#263;, a p&#243;&#378;niej samotno&#347;&#263; oraz staro&#347;&#263;. Bardzo czechowiczowska kmina. Gdzieniegdzie znalaz&#322;em momenty koresponduj&#261;ce z moim poematem <em>Korpus </em>(nawet tytu&#322; tu pasuje).</p><p>Kozio&#322;:</p><p>Ka&#380;dy, kto pragnie, cho&#263; pragnie inaczej, </p><p>tego samego szuka. Miejsca w &#347;wiecie.</p><p> &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kto&#347; zda si&#281; czeka&#263; wyruszenia w drog&#281;,</p><p>w podr&#243;&#380; sposobi si&#281; w sobie, lecz nie wie,</p><p>sk&#261;d ta gotowo&#347;&#263;. Ju&#380; bywa gdzie indziej </p><p>&#8211; nawet najbardziej tu b&#281;d&#261;c &#8211; gdzie indziej </p><p>bywa &#8211; bez tutaj i bez teraz &#8211; b&#322;&#261;dzi, </p><p>zwodzi go w podr&#243;&#380; atlas.</p><p></p><p>Ja:</p><p>nie by&#322;e&#347; pewny, czy kolejna </p><p>podr&#243;&#380; do<em> gdziekolwiek </em>by </p><p>co&#347; da&#322;a w twojej sytuacji.</p><p></p><p>mia&#322;e&#347; do wyboru albo </p><p>przepracowanie, albo </p><p>w&#322;&#243;czenie si&#281; po <em>gdziekolwiek</em>, </p><p>najpewniej przy tym </p><p>g&#322;oduj&#261;c. durne. </p><p>nie by&#322;o ci&#281; sta&#263; na pizz&#281; </p><p>od dziada.</p><p></p><p>Albo z wiersza <em>Epilog</em>:</p><p>Dla starych os&#243;b przej&#347;cie od A do B to szmat drogi </p><p>nu&#380;&#261;ca podr&#243;&#380; </p><p>mitr&#281;ga </p><p>a co dopiero brn&#261;&#263; od A do Zet</p><p></p><p>Ja:</p><p>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; w&#322;a&#347;nie, gdzie teraz nale&#380;a&#322;oby p&#243;j&#347;&#263;?</p><p><em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; g&nbsp;&nbsp;&nbsp;d&nbsp;&nbsp;&nbsp;z</em></p><p><em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;i</em></p><p><em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;e&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;k&nbsp;&nbsp;&nbsp;o &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;l&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;wiek</em></p><p>my&#347;lisz, &#380;eby i&#347;&#263; od razu do &#8222;l&#8221;, </p><p>ale nie wiesz, czy to rzeczywi&#347;cie pora </p><p>i&#347;&#263; tak blisko w stron&#281; &#8222;wiek&#8221;, a i </p><p>niema&#322;o mo&#380;e by&#263; w &#8222;k&#8221; i w &#8222;o&#8221;.</p><p></p><p>Ostatecznie nie wiem co mog&#281; zrobi&#263; z tym po&#322;&#261;czeniem. Mog&#281; si&#281; zainspirowa&#263;, heh. Albo i nie. Mog&#281; te&#380; porobi&#263; motta i poukrywa&#263; w moim tek&#347;cie cytaty. Nie wiem, postawienie siebie samego w takiej sytuacji to albo podj&#281;cie gry, albo nie. Z szacunku co&#347; podejm&#281;.</p><p>Ale wracaj&#261;c do Kozio&#322;, bo niegrzecznie zacz&#261;&#322;em pisa&#263; o sobie. Ciekawi mnie ten klincz z przestrzeni ca&#322;ej tw&#243;rczo&#347;ci: po lewej spi&#380;owe wiersze regularne (niesamowite <em>&#321;uskanie grochu</em>), po prawej senilne wiersze i poematy <em>rezygnuj&#261;ce</em> ze spekulatywnego postrzegania rzeczywisto&#347;ci na rzecz bezpo&#347;redniego przekazywania informacji przyst&#281;pnym interpersonalnie stylem oraz teksty wspomnieniowe. Pomi&#281;dzy tymi szczypcami jest pot&#281;&#380;ny korpus spekulatywnych potok&#243;w analizuj&#261;cych natur&#281; i cia&#322;o.</p><p>Tego klinczu mi nie wyt&#322;umaczy&#322;o pos&#322;owie redaktorki. Kiedy ko&#324;czy&#322;em czyta&#263; tom by&#322;a p&#243;&#378;na noc i s&#322;ucha&#322;em <em>Romance </em>Fontaines D.C. Fajnie by&#322;o. Mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e Katarzyna W&#243;jcik podejmie si&#281; periodyzacji, wejdzie w szczeg&#243;&#322;y, ale raczej skupi&#322;a si&#281; na rozpisaniu temat&#243;w autorskich (co jest dobre), ale z du&#380;ym naciskiem na kwesti&#281; pochodzenia i cytowa&#322;a krytyk&#243;w w miejscach, w kt&#243;rych to nie by&#322;o konieczne. &#8222;Janusz Drzewucki zwr&#243;ci&#322; uwag&#281;, &#380;&#281; kultura i natura u Kozio&#322;, cho&#263; wydaj&#261; si&#281; sta&#263; w opozycji, stanowi&#261; w istocie uzupe&#322;nienie&#8221; &#8211; nie jest to jaki&#347; niebywa&#322;y s&#261;d wynikaj&#261;cy z solidnych analiz, mo&#380;na &#322;atwo samemu tak stwierdzi&#263;, np. pa tera: no uwa&#380;am, &#380;e u Kozio&#322; kwestie cia&#322;a, kultury i natury w jej wierszach uk&#322;adaj&#261; si&#281; w sp&#243;jne pasa&#380;e, cia&#322;o i natura znacz&#261; w jej tekstach poprzez poprzez kultur&#281;, a tu najbardziej przez j&#281;zyk, co zaznacza stosuj&#261;c techniki godne lingwist&#243;w (np. w wierszu <em>Inwokacja</em>). Albo autorka pos&#322;owia cytuje Wojciecha Lig&#281;z&#281;, &#380;eby m&#243;c stwierdzi&#263;, &#380;e tom <em>Klangor </em>jest o &#380;a&#322;obie, &#380;e stosowana jest w nim autoanaliza i &#380;e analizuje si&#281; w nim w jaki spos&#243;b ju&#380; nieobecny jest obecny w &#380;yciu. Nie uwa&#380;am, &#380;eby to by&#322;y jakie&#347; wy&#380;yny kminy, &#380;eby samemu nie m&#243;c tego stwierdzi&#263;. Og&#243;lnie te&#380; ma&#322;o informatywny tekst, nie by&#322;o w nim za du&#380;o o samej Urszuli Kozio&#322;, g&#322;&#243;wnie by&#322;y w nim analizy wierszy przez z naciskiem na sta&#322;e tematy poetki.</p><p>A w tle lecia&#322;o Fontaines D.C., ale ju&#380; p&#322;yta <em>Skinty Fia.</em></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Fragmenty z nieukończonego eseju o eskapizmie, literaturze i web 2.0, który pięć lat temu pisałem z Dawidem Kujawą]]></title><description><![CDATA[Zauwa&#380;yli&#347;my w sobie pewien niepokoj&#261;cy mechanizm, a nasili&#322; si&#281; on w na pocz&#261;tku pandemii w jej najbardziej intensywnym okresie.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/fragmenty-z-nieukonczonego-eseju</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/fragmenty-z-nieukonczonego-eseju</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Tue, 24 Jun 2025 15:36:57 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Zauwa&#380;yli&#347;my w sobie pewien niepokoj&#261;cy mechanizm, a nasili&#322; si&#281; on w na pocz&#261;tku pandemii w jej najbardziej intensywnym okresie. W dniach najwi&#281;kszego, psychicznego rozedrgania mieli&#347;my tendencj&#281; do pisania d&#322;ugich, aktywistycznych post&#243;w na facebooku: na prywatnym profilu i posiadanych przez nas stronach. Mogli&#347;my tym zrazi&#263; do siebie kilka os&#243;b, nie dbamy o to, ale nie spodoba&#322;a nam si&#281; ta zale&#380;no&#347;&#263;. Wiedzieli&#347;my, &#380;e wielu ludzi jest nie&#347;wiadomych rzeczy, kt&#243;re chcemy wyrazi&#263;, co dawa&#322;o nam przestrze&#324; do realizacji w&#322;asnych l&#281;k&#243;w i odraz w przestrzeni social medi&#243;w. Jeszcze kiedy&#347; dla &#8222;urzeczywistniania&#8221; pisali&#347;my &#347;redniej jako&#347;ci, neurotyczne wiersze i prozy. Jednak g&#322;ucha przestrze&#324; notes&#243;w i edytor&#243;w tekstowych by&#322;a za ma&#322;o obiecuj&#261;ca, nie dawa&#322;a nam tej aprobaty ze strony znajomych o podobnych pogl&#261;dach, walidacji w postaci graficzek ukazuj&#261;cych serduszka i kciuki z towarzysz&#261;cymi im liczbami. Zauwa&#380;yli&#347;my te&#380; u swoich koleg&#243;w i kole&#380;anek, &#380;e w trakcie swoich kryzys&#243;w maj&#261; tendencj&#281; do produkowania wi&#281;kszej ilo&#347;ci post&#243;w (na przyk&#322;ad na Instagramie). Taki proces nosi za sob&#261; - pozornie - same profity. Urzeczywistnili&#347;my swoje l&#281;ki w przestrzeni publicznej, dostali&#347;my zastrzyk serotoniny w postaci dw&#243;ch-trzech cyferek przy przyjemnej dla oka grafice, a w komentarzach podejmowali z nami dyskusj&#281; wchodz&#261;c na najwy&#380;sze tony, dzi&#281;ki czemu czuli&#347;my si&#281; m&#261;drzy i warto&#347;ciowy. Ostatecznie nie wiem jaki by&#322; w tym cel. Nasi znajomi i ludzie, kt&#243;rzy obserwuj&#261; nasze media si&#281; czego&#347; tam dowiedzieli, poznali nasze zdanie i tyle, &#380;adnych skutk&#243;w. Tak jak w dokumencie Social dilemma, kiedy Tristan Harris opowiedzia&#322; o okresie pracy w korporacji Google, jak w wolnym przygotowa&#322; obszern&#261; prezentacj&#281; dla swoich wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w pod tytu&#322;em A Call to Minimize Distraction and Respect Users. Praca wywo&#322;a&#322;a entuzjazm nawet w gronie kierowniczym, ale problem w tym, &#380;e na tym si&#281; sko&#324;czy&#322;o. Po jakim&#347; czasie skupienie zainteresowanych si&#281; sko&#324;czy&#322;o. Uwa&#380;amy, &#380;e w epoce web 2.0 nast&#261;pi&#322;a inflacja informacji, wobec czego jej warto&#347;&#263; sprawcza drastycznie spad&#322;a. Przeliczaj&#261;c jej warto&#347;&#263; na czas, mo&#380;emy stwierdzi&#263;, &#380;e jeden banknot informacji mo&#380;e zaj&#261;&#263; jedynie kilka minut. Ludzi motywuj&#261; do dzia&#322;ania komputery produkuj&#261;ce najwi&#281;cej informacji (owych &#8220;banknot&#243;w&#8221;). Kiedy informacja nie opuszcza &#347;wiadomo&#347;ci odbiorcy, zostaje on ni&#261; zainfekowany (jak wirusem) i do&#322;&#261;cza do podzespo&#322;&#243;w tworz&#261;cy &#243;w ow&#261; maszyn&#281; produkcyjn&#261;. Casus wygranej Trumpa, kt&#243;ry produkowa&#322; du&#380;o wi&#281;cej informacji (by&#322; bardziej &#8220;memogenny&#8221;), ni&#380; Hilary Clinton, przewidywalna kukie&#322;ka ameryka&#324;skiego liberalizmu.</p><p>Umberto Eco por&#243;wna&#322; niegdy&#347; system filozofii scholastycznej w&#322;a&#347;nie do komputera (magazynuje i produkuje informacje oraz nieustannie kodyfikuje ich zgodno&#347;&#263;), a dzi&#347; mo&#380;emy stwierdzi&#263;, &#380;e w przestrzeni informacyjnej &#347;cieraj&#261; si&#281; r&#243;&#380;ne ko&#347;cio&#322;y i herezje. Jednym z takich scholastycznych komputer&#243;w jest polityka to&#380;samo&#347;ciowa. Jego kod bez przerwy sprawdza swoj&#261; zgodno&#347;&#263; w maszynie wirtualnej, jak&#261; stanowi dla niego web 2.0. Na gruncie polskiego idpolu cz&#281;st&#261; praktyk&#261; s&#261; ankiety dotycz&#261;ce &#8220;lewicowo&#347;ci&#8221; danych zachowa&#324;. One s&#261; jak loopy, gdzie wszystko, w tym ka&#380;dy g&#322;os i dyskusje, dzia&#322;aj&#261; until nie zostanie spe&#322;niony warunek, czyli wy&#322;onienie instancji o najwi&#281;kszej ilo&#347;ci g&#322;os&#243;w.</p><p>Postulujemy odej&#347;cie z u&#380;ytkowania proponowanej nam przez Kapita&#322; maszyny wirtualnej web 2.0 na rzecz tych, kt&#243;re oszcz&#281;dniej u&#380;ytkuj&#261; czas i energi&#281; libidaln&#261;.</p><p>&#8220;Warto&#347;&#263; kapita&#322;u trwa&#322;ego zostaje reprodukowana tylko w miar&#281; zu&#380;ywania go w procesie produkcji. Wskutek nieu&#380;ywania go traci kapita&#322; trwa&#322;y sw&#261; warto&#347;&#263; u&#380;ytkow&#261;, a jego warto&#347;&#263; nie przechodzi na produkt. Tote&#380; na im wi&#281;ksz&#261; skal&#281; rozrasta si&#281; kapita&#322; trwa&#322;y w rozpatrywanym przez nas znaczeniu, tym bardziej staje si&#281; ci&#261;g&#322;o&#347;&#263; procesu produkcji, czyli nieprzerwany strumie&#324; reprodukcji, zewn&#281;trznie narzuconym warunkiem sposobu produkcji opartego na kapitale.&#8221; Karl Marx, Fragment o maszynach z Grundrisse</p><p></p><div><hr></div><p>ka&#380;dy chce by&#263; u&#380;ytkownikiem idei</p><p>i by&#263; samodzieln&#261;, zasilaj&#261;c&#261; &#380;y&#322;&#261;,</p><p>ale sk&#261;d si&#281; bierze krew? co to jest</p><p>krew? w web 2.0 ka&#380;dy to iskrz&#261;cy neuron</p><p>bez organizmu. web 2.0 ma</p><p>definiowa&#263; przep&#322;yw krwi przez</p><p>spo&#322;ecze&#324;stwo i algorytm neuron&#243;w</p><p>w &#347;rodowisku funkcjonowania bez</p><p>ucieczki. nawet walka z molochem</p><p>odbywa si&#281; pod nadzorem molocha,</p><p>w &#380;y&#322;ach molocha, tak jak moloch</p><p>da&#322;. jeste&#347;my mizerni; nie umiemy</p><p>czeka&#263;, a nasze hormony buzuj&#261;</p><p>i pragn&#261;, czekaj&#261;c na szybk&#261; gratyfikacj&#281;.</p><p>walka z molochem nie mo&#380;e od-</p><p>bywa&#263; si&#281;, je&#347;li wci&#261;&#380; chcemy by&#263;</p><p>g&#322;askani przez niego po g&#322;owie.</p><p>jeden impuls mo&#380;e by&#263; wyra&#380;ony,</p><p>polubiony i skomentowany. to tyle.</p><p>gniew si&#281; przez to b&#281;dzie bardzo</p><p>powoli, powoli zbiera&#322;. za du&#380;o</p><p>emocji, za du&#380;o emocji, impuls&#243;w</p><p>i bod&#378;c&#243;w. bunt ju&#380; si&#281; tylko</p><p>wyra&#380;a, ale nie gromadzi.</p><p>to zwyk&#322;a histeria hormonalna.</p><p></p><p></p><p>Po&#322;owiczne wyra&#380;anie gniewu z pozycji eskapistycznych mo&#380;e produkowa&#263; fantazje o innych, mo&#380;liwych &#347;wiatach. Niech to serce pompuje krew nadziei na lepszy &#347;wiat, by&#347;my wiedzieli dlaczego dzia&#322;amy.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Rozprawianie krytyczne z mitem autora przez duże A poprzez temat tak zwanej „bierzączki”]]></title><description><![CDATA[Przeczyta&#322;em w&#322;a&#347;nie ca&#322;y numer Literatury na &#346;wiecie, zawieraj&#261;cy rozprawy krytycznoliterackie pisane na przestrzeni dwustu lat przez najwa&#380;niejsze nazwiska literatury ameryka&#324;skiej, angielskiej, francuskiej, belgijskiej, niemieckiej, w&#281;gierskiej oraz czterech wsp&#243;&#322;czesnych polskich autor&#243;w.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/rozprawianie-krytyczne-z-mitem-autora</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/rozprawianie-krytyczne-z-mitem-autora</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Mon, 16 Jun 2025 16:46:27 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p></p><p>Przeczyta&#322;em w&#322;a&#347;nie ca&#322;y numer <em>Literatury na &#346;wiecie</em>, zawieraj&#261;cy rozprawy krytycznoliterackie pisane na przestrzeni dwustu lat przez najwa&#380;niejsze nazwiska literatury ameryka&#324;skiej, angielskiej, francuskiej, belgijskiej, niemieckiej, w&#281;gierskiej oraz czterech wsp&#243;&#322;czesnych polskich autor&#243;w. Bardzo lubi&#281; to uczucie, kt&#243;re przychodzi po lekturze tak opas&#322;ego numeru przeczytanego od deski do deski. Lubi&#281; czyta&#263; <em>Kronosy</em>, <em>Literatury na &#346;wiecie</em> i <em>Dialogi</em>. Nigdy nie jest tak, &#380;e wszystkie teksty w numerze s&#261; &#347;wietne &#8211;nawet je&#347;li sk&#322;adaj&#261; si&#281; na&#324; wy&#322;&#261;cznie nazwiska &#8222;wybitne&#8221;. Czasopisma literackie z samej swojej natury nie mog&#261; by&#263; wycyzelowane. Ka&#380;dy numer powstaje w napi&#281;ciu dedlajn&#243;w, w po&#347;piechu. Wszystko dzieje si&#281; na styk; nie ma czasu na dog&#322;&#281;bn&#261; redakcj&#281;, jak&#261; zwykle przechodzi ksi&#261;&#380;ka wydawana z numerem ISBN.</p><p>W przypadku tego numeru nie jest inaczej &#8211; a nawet: ta pr&#281;dko&#347;&#263; jest podkre&#347;lona. Wi&#281;kszo&#347;&#263; zawartych w nim tekst&#243;w to tak zwane &#8222;&#347;redniaki&#8221;, z wyj&#261;tkiem kilku wybitnych studi&#243;w (jak esej Ozick o Eliocie czy szkic Schlegla o Lessingu), co mnie cieszy. Co w tym takiego warto&#347;ciowego? Czasem dobrze jest odczarowa&#263; mit bosko&#347;ci wielkich pisarzy &#8211; przypomnie&#263; sobie (albo u&#347;wiadomi&#263; po raz pierwszy), jak zwyczajne, a czasem wr&#281;cz przeci&#281;tne bywa&#322;y ich teksty. I jak cz&#281;sto ta przeci&#281;tno&#347;&#263; przewa&#380;a&#322;a nad chwilami ol&#347;nienia.</p><p>Numer otwiera kr&#243;tka rozprawa Kleista (prze&#322;. Mateusz Falkowski) o pisaniu tekst&#243;w dyskursywnych (prze&#322;. Mateusz Falkowski). Zauwa&#380;a on, &#380;e m&#243;wienie o danym temacie to zwykle forma improwizacji: wiele z tego, co si&#281; m&#243;wi, wynika nie tyle z przygotowania, co z samego aktu m&#243;wienia i z bezpo&#347;redniego kontaktu z tematem. Dlatego zaleca, by przed przyst&#261;pieniem do pisania rozprawy najpierw spr&#243;bowa&#263; opowiedzie&#263; komu&#347; o jej temacie &#8211; zobaczy&#263;, co wyp&#322;ynie z j&#281;zyka, zanim w og&#243;le dotknie si&#281; pi&#243;ra. Nast&#281;pny jest kr&#243;tkich not Luisa Aragona z okresu surrealistycznego(prze&#322;. Mateusz Kwaterko). On chyba wcze&#347;niej nie opowiada&#322; nikomu uprzednio temat&#243;w swoich rozprawek, bo to bzdet z gatunku &#8221;&#322;a! surrealizm! dziwno&#347;&#263;! szokowanie! ewokowanie zakl&#281;tych znacze&#324;!&#8221;, oparte na skojarzeniach teksty, jakie pojawiaj&#261; si&#281; w notatnikach na w&#322;asny u&#380;ytek czytelnika i tylko przez niego samego zrozumia&#322;e (aczkolwiek respekt dla t&#322;umacza). Otwarcie tego typu zestawieniem jest zacz&#281;ciem z grubej rury. Z jednej strony eleganckie, roztropne rady z refleksj&#261; metakrytyczn&#261; i rozwa&#380;aniami na temat komunikacji, a z drugiej skok o ponad sto lat do zestawu niekomunikatywnych tekst&#243;w o konkretnych ksi&#261;&#380;kach. Dobrze to ilustruje rozpi&#281;to&#347;&#263; tego, czym mo&#380;e by&#263; krytyka literacka.</p><p>Opr&#243;cz tego ju&#380; tekst Kleista przys&#322;uguje si&#281; odczarowywaniu mitu bosko&#347;ci tw&#243;rc&#243;w z wielkiego parnasu. Autor <em>Rozbitego dzbana</em>, jedno z naczelnych nazwisk romantyzmu niemieckiego opowiada o tym, jak walczy&#263; z blokad&#261; pisarsk&#261;. Mo&#380;na nawet stwierdzi&#263; &#8222;hej, czyli nawet Kleist mia&#322; blokady pisarskie i te&#380; wymy&#347;la&#322; specyficzne metody radzenia sobie z nimi?&#8221;. Z kolei to, co zaprezentowano Aragona pod tytu&#322;em <em>Krytyka syntetyczna </em>mo&#380;na uzna&#263; nie tyle za pora&#380;k&#281;, ile za jego krotochwil&#281;, za jedn&#261; z wielu gier podejmowanych przez autora <em>Wie&#347;niaka paryskiego</em> we wczesnym okresie tw&#243;rczo&#347;ci.</p><p>Pod tym wzgl&#281;dem warto&#347;ciowy jest tandem Paul de Man (prze&#322;. Andrzej Sosnowski) i Frank Kermode (prze&#322;. Marcin Szuster). Pierwszy po raz kolejny zabiera si&#281; do rozwi&#261;zywania zagadki H&#246;lderlina, ale ju&#380; nie jako filozof, a jako recenzent przek&#322;ad&#243;w poezji autora Hyperiona autorstwa Michaela Hamburgera z 1967. Ten drugi z kolei rozwi&#261;zuje zagadk&#281; brunatnej przesz&#322;o&#347;ci Paula de Mana i jego tekst&#243;w z okresu mieszkania w Europie i w&#322;adzy Niemiec hitlerowskich.</p><p>Artyku&#322; o de Manie to sprawna sekcja przesz&#322;o&#347;ci dekonstrukcjonisty przeprowadzana na jego w&#322;asnych tekst&#243;w.To zapis jego wcze&#347;niejszej kariery jako wsp&#243;&#322;pracownika &#8222;Le Soir&#8221;, gazety kontrolowanej przez niemieckiego okupantadla kt&#243;rej napisa&#322; setki stronic recenzji i szkic&#243;w o literaturze.Jak si&#281; okazuje, poza tekstami &#8222;autorskimi&#8221;, t&#322;umaczy&#322; r&#243;wnie&#380; m.in. Moby Dicka na flamandzki. Jego apologeci twierdz&#261;, &#380;e pisa&#322; to z pragmatycznego wyrachowania lub wr&#281;cz z przymus. Kermode stawia czytelnika przed pytaniem, czy de Man by&#322; antysemit&#261;. Jacques Derrida w tej sprawie go broni&#322;. A jednak sam de Man w 1941 roku opublikowa&#322; tekst o wp&#322;ywie &#379;yd&#243;w na zachodni&#261; kultur&#281; &#8211; tekst jednoznacznie antysemicki, przypominaj&#261;cy retoryk&#281; Vichy. Wtedy te&#380;, pisz&#261;c jako belgijski kolaborant, wpisywa&#322; si&#281; nie tylko w model taktycznego przetrwania, ale tak&#380;e w ideologiczny krajobraz faszystowskiej Europy. Nawet je&#347;li p&#243;&#378;niej nie kontynuowa&#322; tego typu tez i retoryki, to jego przesz&#322;o&#347;&#263; nie zosta&#322;a przez niego domkni&#281;ta &#8211; zosta&#322;a rozszczepiona. W ten spos&#243;b mo&#380;emy zobaczy&#263; autora subtelnych analiz na temat trudnej poezji H&#246;lderlina jako &#380;ywego cz&#322;owieka w nurtach historii i o niezbyt chwalebnej przesz&#322;o&#347;ci.</p><p>Opr&#243;cz tego warto&#347;ciowy w tek&#347;cie Kermode&#8217;a by&#322; wy&#322;aniaj&#261;cy si&#281; obraz krytyka literackiego, &#380;yj&#261;cego na bie&#380;&#261;co pod&#322;ug dyktatu historii. Gdy de Man znajdowa&#322; si&#281; w opanowanej przez nazist&#243;w Belgii, tak te&#380; dostosowa&#322; si&#281; pod t&#281; sytuacj&#281;. Kiedy musia&#322; opu&#347;ci&#263; Europ&#281; i zamieszka&#263; w Stanach Zjednoczonych, tak te&#380; odnalaz&#322; si&#281; w roli nauczyciela akademickiego i teoretyka dekonstrukcji. Tak te&#380; i to &#380;ycie ewidentnie dzia&#322;o si&#281; si&#281; &#8222;na styk&#8221;, bez czasu na przytomne redagowanie aktualnych postaw &#380;yciowych w stosunku do ca&#322;ego &#380;yciorysu. Czego obrazem s&#261; wszystkie pozostawione przez de Mana teksty.</p><p>Wielu innych autor&#243;w te&#380; pozostawia&#322;o po sobie niezbyt chwalebne dokumenty. Na takie co&#347; zwraca uwag&#281; DursGr&#252;nbein pisz&#261;c o Gottfriedzie Bennie i Paulu Celanie (prze&#322;. Andrzej Kopacki). Wykorzystuje za punkt odniesienia Nagrod&#281; Georga B&#252;chnera, najwy&#380;sze wyr&#243;&#380;nienie literackie przyznawane w Niemczech. Wok&#243;&#322; niej buduje opowie&#347;&#263;,korzystaj&#261;c z niej jako linii demarkacyjnej. Usadawia Benna i Celana na kra&#324;cach nie tylko r&#243;&#380;nych estetyk, ale i absolutnie innych egzystencjalnych postaw. Benn &#8211; lekarz, modernista, tw&#243;rca ch&#322;odnej, nihilistycznej dykcji, kt&#243;ry przez moment flirtowa&#322; z nazizmem &#8211; milcza&#322; o m&#322;odszym poecie z Bukowiny. Celan za&#347; &#8211; poeta cierpienia i Zag&#322;ady &#8211; wypowiada&#322; si&#281; o Bennie wy&#322;&#261;cznie z pogard&#261;, a jego wsp&#243;&#322;udzia&#322; w duchowej katastrofie XX wieku czyni&#322; niewybaczalnym. Opr&#243;cz pokazywania dw&#243;ch postaci wobec politycznych dziej&#243;w (do tego te&#380; Gr&#252;nbein zajrza&#322; do bibliotek obydwu pisarzy), autor &#8211; w duchu tytu&#322;u &#8222;Rozprawy krytyczne&#8221; &#8211; usadowi&#322; dw&#243;ch autor&#243;w naprzeciw siebie, &#380;eby si&#281; ze sob&#261; &#8222;rozprawili&#8221;.</p><p>Jeszcze g&#322;&#281;bszym zej&#347;ciem do nagiej egzystencji autora jako istoty egzystuj&#261;cej, zarabiaj&#261;cej, pracuj&#261;cej i pisz&#261;cej (a do tego kochaj&#261;cej), ale i karygodnie b&#322;&#261;dz&#261;cej jest esej <em>Cz&#322;owiek cierpi&#261;cy i tw&#243;rczy umys&#322; </em>Cynthi Ozick (prze&#322;. Joanna Piechura), najd&#322;u&#380;szy z ca&#322;ego numeru. Opisuje jego m&#322;odo&#347;&#263;, relacj&#281; z rodzicami, jego m&#322;odzie&#324;czy bunt i emigracj&#281; do Anglii, gdzie zaprzyja&#378;ni&#322; si&#281; z Ezr&#261; Poundem. Odmalowuje histori&#281; jego przykrych zwi&#261;zk&#243;w z kobietami, a zw&#322;aszcza najd&#322;u&#380;szy i najtragiczniejszy z nich &#8211; z Vivienne Haigh-Wood i doszukuje si&#281; nieoczywistego wp&#322;ywu tych prze&#380;y&#263; na jego poezj&#281;. Opr&#243;cz tego podkre&#347;la w&#261;tki antysemickie i rasistowskie pozostawione przez niego w jego pisarstwie. Ipojawia si&#281; tu w&#261;tek osobisty ze strony samej autorki eseju. Na pocz&#261;tku przyznaje si&#281; do dawnej, wielkiej fascynacji autorem <em>Ziemi ja&#322;owej</em>, &#380;eby po ca&#322;ej biograficznej przeprawie na ko&#324;cu &nbsp;r o z p r a w i &#263; &nbsp;si&#281; z nim i og&#322;osi&#263; koniec ery jego wp&#322;ywu na literatur&#281;.</p><p>Na razie mo&#380;e ju&#380; starczy prezentowania &#8222;nagich egzystencji&#8221;, &#8222;wielkich win&#8221; i &#8222;nurt&#243;w historii&#8221;, a przejd&#281; do temat&#243;w przeci&#281;tnych. Tak przeci&#281;tnych, jak Geroges Bataillew <em>Gide &#8211; Nietzsche &#8211; Claudel</em> (prze&#322;. Tomasz Swoboda). Tamna bie&#380;&#261;co, w postaci kr&#243;tkich not, recenzuje nowe wydania dzie&#322; tytu&#322;owej tr&#243;jki. Zwyk&#322;e noty prasowe z ma&#322;ymi twistami w postaci drobnych, filozofuj&#261;cych s&#261;d&#243;w. Nic niesamowitego, takie &#8222;&#347;redniaki&#8221; machni&#281;te pomi&#281;dzy pisaniem bardziej znacz&#261;cych dzie&#322;. Idealnym przyk&#322;adem tekst&#243;w namno&#380;onych w trakcie takich &#8222;bie&#380;&#261;czek&#8221; s&#261; zawarte w numerze tekst Gottholda Ephraima Lessinga (prze&#322;. &#321;ukasz &#379;ebrowski), kr&#243;tkie recenzje i listy o literaturze najnowszej. Te pierwsze to drobne noty okre&#347;laj&#261;ce na szybko natur&#281; opisywanych dzie&#322;, ocen&#281; przek&#322;adu i cen&#281; ksi&#261;&#380;ki. W tych drugich przybli&#380;a wsp&#243;&#322;czesnej mu publice w&#261;tki z literatury najnowszej, ocenia przek&#322;ady z angielskiego i krytykuje &#243;wczesne mody, chocia&#380;by popularno&#347;&#263; postaci Doktora Fausta w Niemczech, dla zgrywy pisz&#261;c te&#380; u&#322;amki w&#322;asnego <em>Fausta</em> (p&#243;&#378;niej za t&#261; mod&#261; mia&#322; p&#243;j&#347;&#263; Goethe). S&#261; to teksty celne, skondensowane i nieraz zgry&#378;liwe w dobry spos&#243;b, ale nie stanowi&#261; godnego zapami&#281;tania dzie&#322;a. W&#322;a&#347;ciwie do&#347;&#263; szybko wi&#281;kszo&#347;&#263; z nich zapomnia&#322;em, a jedyne co pozosta&#322;o, to pami&#281;&#263; o tym, &#380;e jest to tak zwany &#8222;kawa&#322; historii&#8221;, no i szacunek do samego Lessinga. Za to, &#380;e bez napuszenia pisa&#322; tak bardzo zwyczajne, informatywne teksty. W prawdzie, jak ju&#380; g&#322;osi tytu&#322; jednego jego tekstu: <em>Nie trzeba, &#380;eby recenzent umia&#322; zrobi&#263; lepiej to, co gani. </em>Nie bez powodu Friedrich Schelling w portrecie <em>O Lessingu </em>(prze&#322;. Ma&#322;gorzata &#321;ukasiewicz) tak zachwala w niebog&#322;osy jego wirtuozerskie panowanie nad lapidarno&#347;ci&#261;, drobiazgiem i fragmentem. Lessing po prostu nie ba&#322; si&#281; by&#263; zwyczajny i pisa&#263; porz&#261;dnie te swoje &#8222;&#347;redniaki&#8221;.</p><p>Inny jest przypadek zwyczajno&#347;ci Honor&#233; Balzaca. On wygodnego &#380;ycia wci&#261;&#380; pragn&#261;c, nieudolnie to czyni&#322; i pozostawi&#322; po sobie <em>Komedi&#281; ludzk&#261;</em>. Agnes Mary Frances Robinson, poetka z drugiej po&#322;owy XIX i pierwszej XX, pisze o Balzacu (prze&#322;. Maciej Libich). W tym wdzi&#281;cznym, kr&#243;tkim szkicu biograficzny omawia powstanie niekt&#243;rych dzie&#322; jego autorstwa i portretuje jego temperament. To bardzo ciekawe, jakim tematem jest &#380;ycie codzienne Balzaca. Charles Baudelaire w <em>Sztuce romantycznej </em>pisa&#322; o jego cwaniactwie, na przyk&#322;adzie tego jak by&#322; mocno w tyle z napisaniem artyku&#322;u, wobec czego za cz&#281;&#347;&#263; pieni&#281;dzy z zaliczki op&#322;aci&#322; studenta, by zrobi&#322; to za niego. Mo&#380;na odnie&#347;&#263; wra&#380;enie, &#380;e zosta&#322; pisarzem w ramach stricte zarobkowych, a jego wielkie ambicje i kariera artysty to by&#322; wypadek przy pracy podj&#281;tej w celu osi&#261;gni&#281;cia wygodnego &#380;ycia. Robinson, czytaj&#261;c listy Balzaca, odnotowuje, &#380;e jego g&#322;&#243;wnym tematem korespondencji by&#322;y pieni&#261;dze i zlecenia do wykonania.</p><p>W zupe&#322;nej opozycji jest Marcel Proust. Przyznam si&#281;, &#380;e z jego rozprawy o Robercie de Montesquiou-Fezensacu (prze&#322;. Anastazja Dwulit) niewiele pami&#281;tam &#8211; poza zachwytem nad tym drugim. Czyta&#322;em ten tekst, b&#281;d&#261;c nieustannie oczarowany potokiem pi&#281;knych zda&#324; autora <em>W poszukiwaniu straconego czasu</em>. Tekst by&#322; tak pi&#281;kny, &#380;e przys&#322;oni&#322; sw&#243;j sens. (I tu pytanie: czy w przypadku Prousta to b&#322;&#261;d? Pisz&#261;c tak pi&#281;knie, musia&#322;by przecie&#380; pami&#281;ta&#263;, &#380;eby sens by&#322; r&#243;wnie pot&#281;&#380;ny, by nie zosta&#322; za&#263;miony przez form&#281;). Tyle, o ile znam jego biografi&#281;, to jego pochodzenie spo&#322;eczne umo&#380;liwi&#322;o munie podejmowanie balzacowskich motywacji do pracy, poniewa&#380; gdy Wielki Realista walczy&#322; o wygodne &#380;ycie, to Proust ju&#380; je mia&#322; i mo&#380;e dlatego m&#243;g&#322; pisa&#263; tak pi&#281;knie i niezrozumiale.</p><p>*</p><p>Ca&#322;o&#347;&#263; stanowi warto&#347;ciow&#261; lektur&#281; i ca&#322;y numer m&#243;g&#322;by pojawia&#263; si&#281; wr&#281;cz na sylabusach kurs&#243;w z krytyki literackiej oraz wszelakich form pisania kreatywnego. Ca&#322;y tomobrazuje, jak pisarz mo&#380;e si&#281; pos&#322;ugiwa&#263; pi&#243;rem nie tylko w celach tworzenia literatury pi&#281;knej, ale i w celach u&#380;ytkowych &#8211; w pisaniu o innych pisarzach. Jak ju&#380; wspomina&#322;em nie wszystkie teksty by&#322;y znakomite, ale nie zawsze o to chodzi. Czasem wystarczy, &#380;eby tekst po prostu dzia&#322;a&#322;.</p><p>To, czego mi brakowa&#322;o, to za&#380;arto&#347;ci pojedynk&#243;w. Tak ognistych, jak te, kt&#243;re rozgrywaj&#261; si&#281; na ok&#322;adce numeru &#8211; dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn bij&#261;cych si&#281; na laski, zamaszy&#347;cie, bez pardonu. Oczywi&#347;cie, by&#322;y rozprawy pisarzy z pisarzami: Ozick z Eliotem, Kosztol&#225;nyi z Adym, d&#8217;Alembert z Rousseau, Kermode z de Manem. Ale w wi&#281;kszo&#347;ci mia&#322;o ju&#380; w sobie ton nekrologiczny &#8211; polemiki z duchami, z kanonem, z nie&#380;yj&#261;cymi. Brakowa&#322;o mi &#380;ywego starcia dw&#243;ch umys&#322;&#243;w, dw&#243;ch temperament&#243;w, kt&#243;re &#380;y&#322;y i pisa&#322;y w tym samym czasie. Tego napi&#281;cia, kt&#243;re powstaje tylko wtedy, gdy autor czuje na plecach oddech przeciwnika, a stawka to reputacja, wizja literatury, etos tw&#243;rcy. Nie chodzi o czyst&#261; kontrowersj&#281;, ale o ten rodzaj konfrontacji, kt&#243;ry pozwala zobaczy&#263;, jak pisarz walczy &#8211; broni swojego stanowiska, odpowiada, nie cofa si&#281;. Tego mi zabrak&#322;o.</p><p>A i warto zwr&#243;ci&#263; uwag&#281; na to, &#380;e sam numer jest krytyczn&#261; rozpraw&#261; samej redakcji Literatury na &#346;wiecie z pisarzami. Niekt&#243;re prze&#322;o&#380;one do numeru teksty obrazuj&#261; przewiny kanonicznych autor&#243;w, tu mo&#380;na powiedzie&#263; o de Manie, Eliocie i Bennie, ale &#8211; i to przede wszystkim &#8211; zdejmuj&#261; ich z boskich piedesta&#322;&#243;w, ukazuj&#261;c, &#380;e byli to po prostu ludzie, z ludzkimi potrzebami, cz&#281;sto pisz&#261;cy dlatego, bo po prostu z tego &#380;yli, a nieraz pope&#322;niaj&#261;c przy tym niezbyt znacz&#261;ce teksty (a i czasem absolutnie niechlubne).</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[lokum na długiej w Krakowie ]]></title><description><![CDATA[to by&#322;y czasy, gdy by&#322;o takie lokum na ulicy d&#322;ugiej w Krakowie, gdzie jedyne czego brakowa&#322;o, to &#347;miechu z offu po ka&#380;dym gagu sytuacyjnym.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/lokum-na-dugiej-w-krakowie</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/lokum-na-dugiej-w-krakowie</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Thu, 12 Jun 2025 10:56:47 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>to by&#322;y czasy, gdy by&#322;o takie lokum na ulicy d&#322;ugiej w Krakowie, gdzie jedyne czego brakowa&#322;o, to &#347;miechu z offu po ka&#380;dym gagu sytuacyjnym. pierwsi tam mieszkali Korzeb, Mati i Grzesiek. w sumie zajmowa&#322;o je chyba 6 generacji mieszka&#324;c&#243;w, ale Korzeb by&#322; zawsze ten sam. m&#243;wi&#322;o si&#281; &#8222;pewne s&#261; tylko dwie rzeczy: &#347;mier&#263; i Korzeb na d&#322;ugiej&#8221; (nikt tak nie m&#243;wi&#322;). cz&#281;sto tam przychodzi&#322;em, zazwyczaj o absurdalnych porach i nie zawsze si&#281; zapowiada&#322;em. cz&#281;sto robi&#322;em sobie tam posi&#322;ki. ju&#380; pierwszego dnia spali&#322;em garnek.</p><p>d&#322;ug&#261; cz&#281;sto odwiedzali ciekawi go&#347;cie. Szympi kiedy&#347; powiedzia&#322; &#8222;tyle czadowych bucik&#243;w znalaz&#322;o si&#281; w tej kuchni, &#380;e a&#380; dziw, &#380;e si&#281; nie zawali&#322;a&#8221;. Szympans cz&#281;sto zwraca&#322; uwag&#281; na buty, zajebi&#347;cie pokaza&#322; mi jakie buty s&#261;, kurde, &#347;mieszne. jak szli&#347;my przez miasto i zobaczyli&#347;my wystaw&#281; but&#243;w dzieci&#281;cych, to &#347;miali&#347;my si&#281; w chuj, bo kurde, to w sumie &#347;mieszne takie ma&#322;e buciki dla takiego ma&#322;ego cz&#322;owieka. Szympans by&#322; mieszka&#324;cem d&#322;ugiej drugiej generacji, wszed&#322; na miejsce Grze&#347;ka, gdy musia&#322; z pewnych wzgl&#281;d&#243;w opu&#347;ci&#263; okolice tr&#243;jmiasta. na drzwiach do jego pokoju by&#322; plakat z napisem &#8222;dzi&#347; przyjmuje dr joint&#8221;.</p><p>na d&#322;ugiej jara&#322;o sie&#808; sporo. te&#380; pr&#243;bowa&#322;em, ale po ziole dostawa&#322;em jedynie gonitw my&#347;li i paranoi. wa&#380;ne, &#380;e pr&#243;bowa&#322;em wiele razy. naprawd&#281; doceniam t&#281; estetyk&#281;, ale nigdy jako&#347; nie z&#322;apa&#322;em zajawy. za to raz dosta&#322;em drgawek i p&#243;&#378;niej nagra&#322;em o tym piosenk&#281;:</p><p><a href="https://youtu.be/nBvOxuOkqU8?si=7cigVnCp8mvX6I0N">https://youtu.be/nBvOxuOkqU8?si=7cigVnCp8mvX6I0N</a></p><p>kiedy Tytus mi powiedzia&#322; jak to si&#281; robi. trzeba wypi&#263; piwo, wzi&#261;&#263; dwa buchy, zapi&#263; winem i potem znowu si&#281; zjara&#263;. jeszcze nie pr&#243;bowa&#322;em. ale zdarza&#322;o mi si&#281; zjara&#263; jak ja to m&#243;wi&#281; &#8222;jednego bucha zio&#322;a&#8221; w momentach, kiedy by&#322;a du&#380;a impreza i mia&#322;em zg&#322;upie&#263;. wtedy du&#380;o szybciej m&#243;wi&#281; g&#322;upie &#380;arty, typu &#8222;yooo, za p&#243;&#322; godziny wszyscy bierzemy udzia&#322; w zawodach robienia loda!&#8221;.</p><p>Mati mia&#322; zajebisty pokoik. wygl&#261;da&#322; tak, &#380;e mia&#322; tam tylko materac, biurko, krzes&#322;o i stert&#281; ksi&#261;&#380;ek. i szlugi jara&#322;. sie&#808; tam przychodzi&#322;o i mo&#380;na by&#322;o film obejrze&#263;, ale szybko traci&#322;em koncentracj&#281;.</p><p>jeszcze mo&#380;na by&#322;o popatrze&#263; jak Mati z Korzebem graj&#261; w fife na playstation.</p><div><hr></div><p>niestety omin&#281;&#322;y mnie prawie dwa lata perypetii na d&#322;ugiej, poniewa&#380; co jaki&#347; czas mia&#322;em jaki&#347; idiotyczny pomys&#322;, przez kt&#243;ry izolowa&#322;em si&#281; od ludzi i znika&#322;em z &#380;ycia moich przyjaci&#243;&#322;. </p><p>dobra, ale na razie wystarczy. zapostuj&#281; jeszcze kilka wpis&#243;w o ulicy d&#322;ugiej.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[przygoda na OFF Festival]]></title><description><![CDATA[moja przygoda z OFF Festival by&#322;a, kurde, &#347;wietna.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/przygoda-na-off-festival</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/przygoda-na-off-festival</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Sat, 07 Jun 2025 11:37:59 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>moja przygoda z OFF Festival by&#322;a, kurde, &#347;wietna. mia&#322;em wtedy 22 lata i arbitralnie rozumia&#322;em normy spo&#322;eczne. jakiego&#347; dnia grzeba&#322;em w tinderze, kt&#243;ry s&#322;u&#380;y&#322; mi g&#322;&#243;wnie do tego, &#380;eby ca&#322;y czas przesuwa&#263; w prawo i do ewokowania dziwnych sytuacji w moim &#380;yciu towarzyskim. mia&#322;em matcha z dziwnym, przegi&#281;tym kontem. napisa&#322;em jakie&#347; durnoctwo do tej osoby, jaki&#347; &#380;art. ta osoba te&#380; mi napisa&#322;a jaki&#347; &#380;art. po czasie napisa&#322;a mi, &#380;e jestem spoko, a to jest trollkonto. w&#322;a&#347;ciciel tego konta by&#322; facetem. pogadali&#347;my troch&#281; na fb i go&#347;&#263; opowiedzia&#322; mi, &#380;e co roku je&#378;dzi na OFF Festival ze swoimi znajomymi, ale do pracy. przepracuje si&#281; te sze&#347;&#263; godzin na kasie z kuponami i mo&#380;na i&#347;&#263; na koncerty, a jeszcze po wszystkim dadz&#261; ci 250 z&#322;otych wynagrodzenia. zaproponowa&#322; mi, &#380;e mog&#261; mnie wzi&#261;&#263; ze sob&#261;. powiedzia&#322;em tak &#8222;pytasz dzika czy sra w lesie?&#8221;.</p><p>by&#322;em absolutnie chujowym pracownikiem. nie ogarnia&#322;em liczb, ci&#261;gle czego&#347; mi brakowa&#322;o, robi&#322;em regularnie wa&#322;y na kuponach dla koleg&#243;w. a, bo nie napisa&#322;em o co chodzi&#322;o z tymi kuponami: uczestnicy zabawy festiwalowej wymieniali pieni&#261;dze na kupony (niekt&#243;rzy m&#243;wili &#8222;rojki&#8221; od pomys&#322;odawcy i dyrektora festiwalu Artura Rojka), za kt&#243;re mo&#380;na by&#322;o kupowa&#263; napoje, jedzenie i r&#243;&#380;ne pami&#261;tki na terenie imprezy. ja nawet nie  szponci&#322;em dla siebie a tymi kuponami, tylko ca&#322;y czas dla koleg&#243;w, &#380;eby mieli wi&#281;cej, bo tak, bo moim kumplom si&#281; nale&#380;y. raz, jak siedzia&#322;em w okienku, poda&#322;em koledze szczoteczk&#281; do z&#281;b&#243;w i na&#322;o&#380;y&#322;em na ni&#261; past&#281; (m&#243;j prze&#322;o&#380;ony si&#281; wtedy dziwnie spojrza&#322;).</p><p>z nocowaniem te&#380; by&#322;o ciekawie. jako&#347; tak znienacka przed festiwalem odezwa&#322;a si&#281; do mnie znajoma, &#380;e chcia&#322;aby pojecha&#263; i nie ma z kim i &#380;e m&#243;g&#322;bym z ni&#261; spa&#263; w namiocie. stwierdzi&#322;em, &#380;e super, &#380;e tak. nie wzi&#261;&#322;em praktycznie niczego, tylko ciuchy na zmian&#281; i pieni&#261;dze. w namiocie spa&#322;em tak po prostu na twardym i jak by&#322;y przymrozki o pi&#261;tej, to przykrywa&#322;em nogi bluz&#261; i spa&#322;em dalej.</p><p>w trakcie koncert&#243;w dzia&#322;a&#322;em do&#347;&#263; specyficznie. by&#322;em sam, nie mia&#322;em sta&#322;ego towarzystwa. raz si&#281; pod&#322;&#261;czy&#322;em do mojej znajomej z namiotu, to koleg&#243;w i kole&#380;anek z pracy raczej z rzadka, raz do tej grupy znajomych, raz do tamtej. du&#380;o &#322;azi&#322;em sam. pozna&#322;em wtedy Tomka B&#261;ka.</p><p>do&#347;&#263; s&#322;abo pami&#281;tam te koncerty, bo nie by&#322;em jako&#347; szczeg&#243;lnie nimi zainteresowany. najlepiej pami&#281;tam samo &#322;a&#380;enie; podpinanie si&#281; pod grupki i podbijanie do innych. zreszt&#261; przez te trzy dni nie by&#322;em szczeg&#243;lnie wypocz&#281;ty. codziennie wstawa&#322;em o sz&#243;stej, szwenda&#322;em si&#281; i czyta&#322;em ksi&#261;&#380;ki na pustych polach, kiedy wszyscy spali. pami&#281;tam, &#380;e mia&#322;em wtedy G&#322;&#281;bok&#261; rzek&#281; Shusaku Endo oraz Cudowny r&#243;g ch&#322;opca Arnima i Brentano.</p><p>z sytuacji, kt&#243;re mi zapad&#322;y w pami&#281;&#263;, to koncert Legendarnego Afrojaxa z &#347;rodka dnia, kiedy wo&#322;a&#322; &#8222;nie rucha dzieci&#8221;. by&#322; na scenie otwartej ustawionej w pobli&#380;u centrum festiwalu, to wsz&#281;dzie by&#322;o s&#322;ycha&#263; te s&#322;owa. kole&#380;anki z pracy bardzo na to narzeka&#322;y, &#380;e jak to tak w bia&#322;y dzie&#324; takie rzeczy.</p><p>na koniec pracy okaza&#322;o si&#281;, &#380;e w mojej kasie brakowa&#322;o sporo pieni&#281;dzy. prze&#322;o&#380;eni dali mi p&#243;&#322; wyp&#322;aty i odradzali pracowania z pieni&#281;dzmi.</p><p>nie mia&#322;em z tym problemu, u&#347;miecha&#322;em si&#281; i by&#322;em mi&#322;y.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Zamiast wykonywać obowiązki napisałem krótki esej o Amorze u Petrarki powołując się w nim m.in. na Warhammera]]></title><description><![CDATA[G&#322;&#243;wnie omawia&#322;em w tej kwestii jego poemat "Tryumfy"]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/zamiast-wykonywac-obowiazki-napisaem</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/zamiast-wykonywac-obowiazki-napisaem</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Wed, 19 Mar 2025 03:48:17 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/d51ef008-4c2f-4a79-bd01-7041c034b21b_4030x3022.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>dawno temu nie znosi&#322;em tematu mi&#322;o&#347;ci w literaturze (jak i tematu drugiej wojny &#347;wiatowej). przewraca&#322;y mi si&#281; flaki na my&#347;l, &#380;e mo&#380;e mnie czeka&#263; lektura utworu, w kt&#243;rym jeden temat b&#281;dzie rozci&#261;gni&#281;ty jak przys&#322;owiowe stare gacie. tak beznadziejnie mi&#281;tolony, a jaka&#347; posta&#263; (albo nawet sam autor) b&#281;dzie muli&#263; dup&#281; i robi&#263; z siebie pizd&#281;.</p><p>p&#243;&#378;niej zmieni&#322;em zdanie (podobnie wobec literatury wojennej). z jednej strony z powod&#243;w do&#347;wiadcze&#324; &#380;yciowych (ale to nie jest szczeg&#243;lnie istotne), a z drugiej &#8211; zauwa&#380;y&#322;em, &#380;e odbywa si&#281; w takich dzie&#322;ach co&#347; naprawd&#281; ciekawego (nie odbywa si&#281;, je&#347;li s&#261; z&#322;e).</p><p>jednym z moich ulubionych dzie&#322; tego typu s&#261; oczywi&#347;cie sonety Petrarki, szczeg&#243;lnie w przek&#322;adzie Naborowskiego, cho&#263; Jalu Kurek, wiadomo, klasa przek&#322;ad. mo&#380;e kiedy&#347; &#380;ycie da lektur&#281; orygina&#322;u, ale teraz trzeba si&#281; cieszy&#263; jak jest.</p><p>sam Petrarka by&#322; ciekaw&#261; postaci&#261;. gada&#322; z tymi i tamtymi, robi&#322; to i tamto, zawdzi&#281;czamy mu r&#243;&#380;ne rzeczy. pos&#322;ugiwa&#322; si&#281; klasyczn&#261; &#322;acin&#261;, nie zwulgaryzowan&#261;, dzi&#281;ki czemu m&#243;g&#322; zadba&#263; o dziedzictwo antyczne. odnajdywa&#322; zaginione dzie&#322;a, np. listy Cycerona. ale na ten moment przede wszystkim interesuje mnie, co odczytuj&#281; w jego dzie&#322;ach na w&#322;asny u&#380;ytek.</p><p>tak te&#380; mamy ten motyw jego wielkiej mi&#322;o&#347;ci do Laury, podobno zap&#322;on&#261;&#322; ni&#261; w Wielki Pi&#261;tek 1327 roku. m&#243;wi&#281; &#8222;podobno&#8221;, bo nawet Boccaccio podejrzewa&#322;, &#380;e ona nie istnia&#322;a. je&#347;li nie istnia&#322;a, to du&#380;y plusik dla Petrarki, bo ekscytuje mnie mistyfikacja na tak&#261; skal&#281;. ostatecznie nawet je&#347;li istnia&#322;a, to czy w jego tekstach naprawd&#281; to jest ona? jestem w stanie uwierzy&#263; w monomani&#281; ludzk&#261;, je&#347;li chodzi o materi&#281; uczu&#263; i przywi&#261;zania, jak i jestem w stanie uwierzy&#263; w ch&#322;odny, sprawnie wykoncypowany plan. to i to jest dla mnie valid opcja, przede wszystkim liczy si&#281; rezultat, czyli wiersze wr&#281;cz somatyczne. cz&#322;owiek w trakcie ich lektury mo&#380;e przypomina&#263; sobie pewne wra&#380;enia zwi&#261;zane z jego stanami cia&#322;a z czas&#243;w zakochania albo mo&#380;na patrze&#263; na te teksty jak na k&#322;&#281;bowiska czy symfonie flak&#243;w i &#380;y&#322;.</p><blockquote><p>Bez oczu widz&#281;, wo&#322;am j&#281;zyka nie maj&#261;c,<br>Chc&#281; sam zgin&#261;&#263;, a przedsi&#281; o ratunek prosz&#281;,<br>Sam siebie nienawidz&#281;, a innych mi&#322;uj&#281;.<br><br>Bole&#347;ci&#261; si&#281; posilam, p&#322;acz z &#347;miechem mieszaj&#261;c,<br>Jednaki smak, jak w &#380;yciu, tak w &#347;mierci, odnosz&#281; &#8212;<br>A w tej doli, o pani! przez ci&#281; si&#281; znajduj&#281;!</p><p>(prze&#322;. Daniel Naborowski)</p></blockquote><p>dzisiaj, z powodu kaprysu, przeczyta&#322;em utw&#243;r figuruj&#261;cy jako <em>Trionfi</em> (co znaczy <em>Triumfy</em>)<em> </em>w wyborze pism Petrarki z Biblioteki Narodowej. zainteresowa&#322;a mnie forma, bo autor wyboru Kalist Morawski, postanowi&#322; cz&#281;&#347;&#263; zaprezentowa&#263; w streszczeniu, cz&#281;&#347;&#263; w przek&#322;adzie na proz&#281;, a cz&#281;&#347;&#263; w formie rymowanej w przek&#322;adzie Felicjana Fale&#324;skiego. generalnie rzecz by&#322;a jedn&#261; z wi&#281;kszych prac poety w j&#281;zyku w&#322;oskim. pisa&#322; to dwadzie&#347;cia lat, a dzi&#347; si&#281; raczej o nim nie pami&#281;ta. z zamierzenia mia&#322; to by&#263; poemat alegoryczny na skal&#281; <em>Powie&#347;ci o R&#243;&#380;y,</em> <em>Boskiej Komedii</em> (tak jak Dante pisa&#322; go po w&#322;osku i tercyn&#261;). rzecz sk&#322;ada si&#281; z sze&#347;ciu cz&#281;&#347;ci (zatytu&#322;owanych po &#322;acinie): <em>Triumf mi&#322;o&#347;ci</em>,<em> Triumf czysto&#347;ci</em>,<em> Triumf &#347;mierci</em>,<em> Triumf s&#322;awy</em>, <em>Triumf czasu</em>, <em>Triumf wieczno&#347;ci</em> i ka&#380;da z nich, poprzez figury alegoryczne i Laur&#281;, opisuje inny eschatologiczny triumf.</p><p>w <em>Triumfie mi&#322;o&#347;ci </em>zainteresowa&#322;a mnie figura Amora. jest sadyst&#261;, a lista jego ofiar jest bardzo d&#322;uga. pokonuje ludzi, bog&#243;w, jego kampania okrucie&#324;stwa nigdy si&#281; nie zatrzymuje i napada na niewinnych ludzi wywo&#322;uj&#261;c u nich paskudne limerencje, a i nawet &#8211; jako ich skutek &#8211; &#347;mier&#263;. Petrarca pisze, &#380;e &#8222;[Amor] zrodzi&#322; si&#281; z bezczynno&#347;ci i z po&#380;&#261;dliwo&#347;ci ludziej&#8221;, &#380;eby p&#243;&#378;niej zwyci&#281;&#380;y&#263; ca&#322;y &#347;wiat. w poezji Petrarki, jak i poprzedzaj&#261;cych go autor&#243;w <em>dolce stil novo</em> (vide: <em>&#379;ycie nowe </em>Dante Alighieri) zakochanie brzmi jak zniewalaj&#261;ca konwulsja cia&#322;a. nast&#281;pny triumf, <em>Triumf czysto&#347;ci </em>sugeruje, &#380;e mo&#380;na uchroni&#263; si&#281; przed Amorem.</p><p>Petrarka pociesza si&#281;, &#380;e nie tylko on m&#322;ody niedo&#347;wiadczony by&#322; jego o f i a r &#261; , ale i bogowie oraz s&#322;awni m&#281;&#380;owie, jak przekazuje to Kalikst Morawski,<em> przyznaje, &#380;e jego cierpienia z powodu oboj&#281;tno&#347;ci Laury s&#261; nieuzasadnione, gdy&#380; jej cnoty odnios&#322;y zwyci&#281;stwo nad b&#243;stwem, kt&#243;re wydawa&#322;o si&#281; niezwyci&#281;&#380;one</em>. Sama Laura w <em>Triumfie Czysto&#347;ci</em> dzi&#281;ki swojej nieugi&#281;tej skromno&#347;ci, cnotliwo&#347;ci i czysto&#347;ci pokonuje Amora oraz jego moc, opart&#261; na wzniecaniu po&#380;&#261;dliwo&#347;ci i kr&#281;powaniu cz&#322;owieka przykrym &#322;a&#324;cuchem splecionym z &#322;aknie&#324; cia&#322;a. Dalej rozbrojony bo&#380;ek zostaje do ko&#324;ca zdewastowany przez szwadron innych cnotliwych kobiet, takich jak Lukrecja, Penelopa itd. itd.</p><p>i tutaj disclaimer. na pocz&#261;tku my&#347;la&#322;em (i pewnie nie tylko ja mog&#281; tak pomy&#347;le&#263;), &#380;e to wygl&#261;da tak, &#380;e u Petrarki faceci warci zapami&#281;tania to politycy, poeci i filozofowie (opr&#243;cz tych &#347;redniowiecznych), a kobiety to przede wszystkim dziewice i te, kt&#243;re by&#322;y wierne m&#281;&#380;om &#8211; stanowczo tak nie jest. wymienia te&#380; te, kt&#243;rych cnoty nie uszanowano, ale, co wa&#380;ne, og&#243;lnie w&#347;r&#243;d kobiet s&#261;: Dydona &#8211; legendarna za&#322;o&#380;ycielka Kartaginy, Septyma Zenoba &#8211; kr&#243;low&#261; Palmiry, kt&#243;ra zbuntowa&#322;a si&#281; przeciw Rzymowi, Hersilia &#8211; jedna z porwanych Sabinek, wed&#322;ug legendy mediatorka mi&#281;dzy Rzymianami a Sabinami, ub&#243;stwiona po &#347;mierci, oraz Judyta &#8211; kt&#243;ra ocali&#322;a Betuli&#281;, zabijaj&#261;c Holofernesa. te&#380; wymieni&#322; kilku m&#322;odych m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy skutecznie oparli si&#281; Amorowi, ale by&#322;o ich zdecydowanie mniej. przy tej w&#322;a&#347;nie dysproporcji mo&#380;na si&#281; zastanowi&#263;, ale mnie to ju&#380; niespecjalnie interesuje. bardziej mnie zastanawia, jak ewidentnie dyskryminuje &#347;redniowiecznych filozof&#243;w. napisa&#322; przecie&#380; ca&#322;e autobiograficzne <em>Secretum meum</em> jako rozmow&#281; ze &#347;w. Augustynem, a jednak nie wymieni&#322; go w <em>Triumfach</em>. pewnie mia&#322; w tym jaki&#347; cel, ale kto go tam wie.</p><p>dobra, dosy&#263;. wracaj&#261;c z tych wycieczek na temat wymieniania tzw. &#8222;wybitnych jednostek&#8221; porusz&#281; ten temat &#322;aknie&#324; cia&#322;a jako &#378;r&#243;d&#322;a zniewolenia, bo to mnie najbardziej w tym momencie interesuje. Petrarka wykreowa&#322; swoj&#261; posta&#263; jako cz&#322;owieka do ko&#324;ca skr&#281;powanego uczuciem do Laury, ale i to zniewolenie &#8211; tak jak u Dantego &#8211; mia&#322;o prowadzi&#263; do poznania wy&#380;szych praw o sobie, &#347;wiecie i &#8211; a u nich to przede wszystkim &#8211; o Bogu. w <em>Triumfach </em>Laura objawia autorowi, tak jak Beatrycze Dantemu, prawdy na temat kwestii eschatologicznych, ale okupowane to jest cierpieniami duszy i cia&#322;a tragicznie zakochanych. Amor jest tyranem, sadyst&#261;, a do tego oparcie si&#281; jego si&#322;om to wr&#281;cz bohaterstwo. napadnie na cz&#322;owieka, strzeli w niego z &#322;uku i jego cia&#322;o zaczyna zatruwa&#263; dusz&#281;. a wszystko to z bezczynno&#347;ci i po&#380;&#261;dliwo&#347;ci, bo &#8211; jak ju&#380; wspomnia&#322;em &#8211; w <em>Triumfach </em>to w&#322;a&#347;nie jest &#378;r&#243;d&#322;o narodzin Amora, &#8222;karmiony my&#347;lami s&#322;odkimi, mi&#322;ymi &#8211; sta&#322; si&#281; bogiem i panem ludzi pr&#243;&#380;nych&#8221;.</p><p>przypomina mi si&#281; Slaanesh. Slaanesh to jedno z Czterech Bog&#243;w Chaosu w uniwersum Warhammer 40,000 i Warhammer Fantasy. Jest b&#243;stwem nadmiaru, ekstazy, rozkoszy, hedonizmu i dekadencji. narodzi&#322;o si&#281; z nadmiaru wyst&#281;pnych uczu&#263; i pragnie&#324; eldarskiej cywilizacji, co doprowadzi&#322;o do jej upadku. wyznawcy Slaanesh d&#261;&#380;&#261; do ekstremalnych dozna&#324; i perfekcji we wszystkim, co robi&#261;, cz&#281;sto popadaj&#261;c w degeneracj&#281;. jego demony i kultyst&#243;w cechuje pi&#281;kno po&#322;&#261;czone z grotesk&#261;. r&#243;&#380;nica mi&#281;dzy nimi le&#380;y w tym &#380;e Amor zmusza cz&#322;owieka do cierpienia, czym mo&#380;e &#8211; ale nie musi &#8211; doprowadzi&#263; go do walki wewn&#281;trznej, dzi&#281;ki kt&#243;rej osi&#261;gnie wy&#380;sze poznanie, podczas gdy Slaanesh jest aktywnym d&#261;&#380;eniem do przyjemno&#347;ci i nadmiaru, kt&#243;re sama jednostka wybiera. Amor jest w tej interpretacji si&#322;&#261; destrukcyjn&#261;, podczas gdy Slaanesh to b&#243;stwo zmys&#322;owo&#347;ci, kt&#243;re oferuje nieustanne zanurzenie w ekstremalnych doznaniach, niekoniecznie wymagaj&#261;c cierpienia, ale pe&#322;nej uleg&#322;o&#347;ci wobec pragnienia. Amor z po&#380;&#261;dliwo&#347;ci ludzkiej plecie &#322;a&#324;cuchy kr&#281;puj&#261;ce nieraz niewinne cz&#322;owieka, a Slaanesh raczej interesuje rozniecanie ognia po&#380;&#261;dania i j&#261;trzenie chorych my&#347;li oraz pragnie&#324; zainteresowanych tym ludzi. Amor napada, Slaanesh kusi.</p><p>po co mi te nowoczesne por&#243;wnanie? te skojarzenie pomaga mi co&#347; rozgraniczy&#263;. wed&#322;ug Petarki wpada si&#281; w sid&#322;a Amora przez gnu&#347;no&#347;&#263; i po&#380;&#261;dliwo&#347;&#263;. mo&#380;na si&#281; przed nim obroni&#263; b&#281;d&#261;c cnotliw&#261; osob&#261;, ale jak ju&#380; si&#281; wpadnie, to mo&#380;na i przez to cierpienie doj&#347;&#263; do wy&#380;szego poznania Boga. a Slaanesh, wed&#322;ug prawide&#322; lore&#8217;u Warhammera, nie wybiera przypadkiem, tylko kusi i czeka. by&#263; mo&#380;e m&#243;g&#322;bym tu u&#380;y&#263; nieco lepiej trzymaj&#261;cego si&#281; decorum figury Szatana, ale nie chc&#281; i chodzi mi przede wszystkim o aspekt po&#380;&#261;dania. je&#347;li Petrarka jest poet&#261; naznaczonym &#380;yciowo przez Amora, to takim prawdziwym, &#380;yj&#261;cym pisarzem naznaczonym przez Slaanesh jest de Sade, pojeb i zboczeniec.</p><p>to ciekawe, &#380;e Petrarka jako jeden z modus&#243;w swojej tw&#243;rczo&#347;ci wybiera rozpaczanie nad w&#322;asn&#261; po&#380;&#261;dliwo&#347;ci&#261;. przecie&#380; i tak ostatecznie nie robi nic tym z&#322;ego,  jedynie si&#281; samoumartwia, a przy tym to wszystko prowadzi do czego&#347;, co mo&#380;na by by&#322;o nazwa&#263; j&#281;zykiem Goethego <em>bildungiem</em>, rozwija si&#281; i zbli&#380;a do Boga. de Sade z kolei wybiera rozj&#261;trzenie po&#380;&#261;dliwo&#347;ci, czym doprowadza do obrzydliwych skrajno&#347;ci.</p><p>jak teraz sobie przypomn&#281; o tym, &#380;e Laura mog&#322;a nawet nie istnie&#263;, a Petrarka, poprzez jej figur&#281;, opisa&#322; swoje &#380;ycie jako, &#380;e si&#281; tak wyra&#380;&#281;: &#8222;w&#281;dr&#243;wk&#281; pielgrzyma przez jego w&#322;asne nami&#281;tno&#347;ci, po&#380;&#261;dania, afekty i flaki&#8221;, to nachodzi mnie wiele my&#347;li. z jednej strony sporo na temat potencja&#322;u tworzenia autofikcji, a z drugiej to jakim ciekawym gatunkiem fikcji mog&#261; by&#263; ludzkie emocje. innym bardzo ciekawym utworem spod znaku Amora jest <em>Adon</em> Giambattisty Marino, tak jak <em>Triumfy </em>jest poematem alegorycznym, ale w swojej naturze jest doprowadzony do skrajno&#347;ci. tam po&#380;&#261;danie jest opisane na wiele mo&#380;liwych sposob&#243;w, w tym i jako przestrze&#324; (Ogr&#243;d Wenery), ale przy lekturze mia&#322;em wra&#380;enie, &#380;e ka&#380;dy taki opis przypomina k&#322;&#281;bowisko flak&#243;w. to ciekawe, &#380;e w tw&#243;rczo&#347;ci, &#380;e tak powiem &#8222;amorystycznej&#8221; moment zakochania jest chwil&#261; przypomnienia sobie o istnieniu cia&#322;a, jego wylewie, zg&#281;stnieniu i rozrostu (w kubek w kubek jak zachorowanie). z tej masy konstruuje si&#281; wtedy taki &#8222;Ogr&#243;d Wenery&#8221; ze zwisaj&#261;cymi tu i &#243;wdzie &#322;a&#324;cuchami, p&#322;omieniami itd., ale gdzie&#347; w jego g&#322;&#281;bi znajduj&#261; si&#281; wrota prowadz&#261;ce do boskiego poznania, ale dojd&#261; tam tylko cnotliwi.</p><p>w przypadku takiego de Sade&#8217;a samo po&#380;&#261;danie jest poznaniem, a jego rozj&#261;trzenie jest realizowaniem kolejnych prawd o &#347;wiecie. prawd&#281; m&#243;wi&#261;c to mi przypomina, jak Robert Pasut w jednym wywiadzie si&#281; wypowiada&#322; na temat instytucji ma&#322;&#380;e&#324;stwa &#8211; generalnie rzeczywi&#347;cie zauwa&#380;a&#322; pewne problemy zwi&#261;zane z tym, jak ma&#322;&#380;e&#324;stwo funkcjonuje w mieszcza&#324;skim spo&#322;ecze&#324;stwie, ale inspiracj&#261; do tego by&#322;o bycie zjebem i degeneratem, krytykowanie instytucji spo&#322;ecznych w tym przypadku mia&#322;oby usprawiedliwia&#263; spierdolone zachowania. jak ju&#380; tak rzucam takie fancy przyk&#322;ady, to mog&#281; wspomnie&#263; Komedianta ze <em>Stra&#380;nik&#243;w </em>Alana Moore&#8217;a, on te&#380; mia&#322; taki genialny modus dzia&#322;ania.</p><p>no dobra, ale ju&#380; do&#347;&#263; o Slaaneshach, de Sade&#8217;ach i Pasuta, teraz mo&#380;e jakie&#347; sensowne zako&#324;czenie. niekoniecznie wniosek, bo naprawd&#281; ich nie lubi&#281; &#8211; uwa&#380;am, &#380;e w tego typu tekstach naprawd&#281; nie s&#261; potrzebne, niech czytelnik, czytelniczka czyta uwa&#380;nie ca&#322;o&#347;&#263;, a nie czeka na gotowe. no, Petrark&#281; lubi&#281;, fajny, uwa&#380;am, &#380;e ciekawy i warto czyta&#263; nie tylko jego sonety, polecam zapozna&#263; si&#281; z jego biografi&#261; i takie tam. uczucia, no, s&#261; takie r&#243;&#380;ne i mo&#380;na je r&#243;&#380;nie realizowa&#263;. dwie figury narodzone z po&#380;&#261;dania: Amor i Slaanesh. hm, no w&#322;a&#347;nie. to ciekawe, jak cz&#322;owiek w zale&#380;no&#347;ci od w&#322;asnej woli mo&#380;e poci&#261;gn&#261;&#263; rzeczy, kt&#243;re mu si&#281; przytrafiaj&#261;. zdarzy mu si&#281; po&#380;&#261;danie. mo&#380;e zdarzy&#263; mu si&#281; te po&#380;&#261;danie w spos&#243;b nieco za du&#380;y. co wtedy mo&#380;e zrobi&#263;? mo&#380;e chcie&#263; je ogarn&#261;&#263; tak, &#380;eby nie by&#322;o problemem dla niego i ludzi wok&#243;&#322;, dzi&#281;ki czemu si&#281; uczy czego&#347; m&#261;drego o sobie i &#347;wiecie. mo&#380;e te&#380; uzna&#263;, &#380;e po&#380;&#261;danie jest zajebiste i zostaje Robertem Pasutem&#8230; nie no, ku&#378;wa, mega g&#322;upi pomys&#322; takie rozr&#243;&#380;nienie. w przypadku obydwu tych wniosk&#243;w mo&#380;na &#322;atwo wykaza&#263;, &#380;e s&#261; debilne.</p><p>zostawi&#281; to tak bez wniosku, dobrze?</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[🇵🇱✌️]]></title><description><![CDATA[Nocna przygoda z poezj&#261; Wojciecha Wencla]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/3e3</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/3e3</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Sun, 16 Mar 2025 18:28:55 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/896bc900-ea6a-4c58-8652-e22a6e8a1f02_480x360.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>przyznam si&#281;, &#380;e nigdy nie by&#322;o mi po drodze z poezj&#261; Wojciecha Wencla. przez moje otoczenie literackie by&#322;em uczony, &#380;e nawet nie ma co jej sprawdza&#263;. zawsze kojarzy&#322; mi si&#281; z nurtem polskiej poezji kultury skoncentrowanej na kwestiach kontemplowania polskiego ducha i esencji polskiej mowy, a to w zasadzie sprawy, kt&#243;re niekoniecznie mnie grzej&#261;. tylko Rymkiewicza zawsze uwa&#380;a&#322;em za warto&#347;ciow&#261; lektur&#281;, a Polkowskiego, Dakowicza i poet&#243;w zwi&#261;zanych z wydawnictwem Arcana, czy z pismem Topos itd. itd. w wi&#281;kszo&#347;ci przypadk&#243;w pomija&#322;em.</p><p>sam w swojej praktyce poetyckiej nie jestem bardzo odleg&#322;y od nich stylistycznie. te&#380; rozckliwiam si&#281; nad kwestiami kultury, nawi&#261;zuj&#281; do klasyk&#243;w, cytuj&#281; apokryfy biblijne, ale moje motywacje i cele s&#261; zupe&#322;nie inne. szczeg&#243;lnie mnie to uderzy&#322;o, gdy czyta&#322;em w nocy wiersze Wencla. paradoksalnie nieraz stylistycznie mi bli&#380;ej do niego, ni&#380; do koleg&#243;w z Krakowa, z kt&#243;rymi debiutowa&#322;em. zamierzenie niechlujny, nawi&#261;zuj&#261;cy do klasycznych form styl z absurdalnymi zestawieniami. by&#263; mo&#380;e m&#243;g&#322;bym by&#263; &#347;wietnym prawicowcem, ale nie kr&#281;ci mnie ta wizja.</p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://filipmatwiejczuk.substack.com/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Thanks for reading Filip&#8217;s Substack! Subscribe for free to receive new posts and support my work.</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div><p>zastanowi&#322;o mnie imaginarium Wencla. u Rymkiewicza sytuacje liryczne, obiekty, krajobrazy i nawi&#261;zania zawsze by&#322;y naturalne, nie zaburza&#322;y rytmy tekstu i wydawa&#322;y si&#281; takie &#8220;jego&#8221;. u autora <em>Polonia aeterna</em> (mega twardo id&#261;cy tytu&#322; btw) nie czuj&#281; p&#322;ynno&#347;ci. jest tak, jakby to wszystko by&#322;o mu obce. co&#347; jak przy lekturze powie&#347;ci historycznej, kt&#243;rej autor nie czuje swobody tw&#243;rczej wobec &#378;r&#243;de&#322;, na kt&#243;rych si&#281; opiera.</p><p>pomy&#347;la&#322;em, &#380;e to co&#347; w rodzaju poetyckiego fanfiction na temat polskiej tradycji literackiej. przez skrajno&#347;&#263; niekt&#243;rych obraz&#243;w historycznych i kwiecisto&#347;&#263; ich opis&#243;w w wierszach w po&#322;&#261;czeniu ze &#347;ci&#347;le konsekwentnym imaginarium literacko-patriotycznym pomy&#347;la&#322;em, &#380;e przede wszystkim chodzi tu o estetyk&#281;; &#380;e to nie tyle co produktywny dyskurs literacki, a bardziej jaki&#347; efekt literacki uczestnictwa w jakim&#347; fandomie literatury mesjanistycznej. dlatego mnie to tak porwa&#322;o, lubi&#281; nerdowskie rzeczy z ich s&#261;&#380;nistymi, czadowymi estetykami.</p><p>czasem zdarza si&#281;, &#380;e Wencel pr&#243;buje prze&#322;ama&#263; konsekwentno&#347;&#263; kultywowanej przez siebie estetyki. chocia&#380;by w wierszu <em>In hora mortis</em>:</p><p><em>Jeszcze Polska nie zgin&#281;&#322;a p&#243;ki my giniemy<br>p&#243;ki nasi starsi bracia w&#281;druj&#261; do ziemi</em></p><p><em>tam tajemne bij&#261; &#378;r&#243;d&#322;a tryskaj&#261; strumienie<br>tam &#347;mier&#263; pada na kolana przed wiecznym istnieniem</em></p><p><em>tam zabici w ciemnym lesie modl&#261; si&#281; za nami<br>tam powsta&#324;cy do &#346;r&#243;dziemia id&#261; kana&#322;ami</em> </p><p>twardo idzie ta postrymkiewiczowska nihilistyczno-patriotyczna dykcja! a szczeg&#243;lnie fraza &#8220;tam powsta&#324;cy do &#346;r&#243;dziemia id&#261; kana&#322;ami &#8220;. te &#8220;&#346;r&#243;dziemie&#8221; mo&#380;e skonsternowa&#263;, bo pozornie przychodzi z zupe&#322;nie innego porz&#261;dku, ale uwa&#380;am, &#380;e pojawi&#322;o si&#281; przez katolickie dziedzictwo Tolkiena. ale i tak pojebuje mnie wyobra&#380;enie powsta&#324;c&#243;w uciekaj&#261;cych z Polski do &#346;r&#243;dziemia, gdzie z karabinami w&#281;drowaliby przez lasy w mundurach, strzelaliby do trolli i spotkaliby elfy. by si&#281; tam dosta&#263;:</p><p><em>&#347;cie&#380;ka wiedzie przez gr&#243;b Pa&#324;ski &#8211; nie ma innej drogi<br>trzeba si&#281; owin&#261;&#263; w ca&#322;un bia&#322;y i czerwony</em></p><p>ten mesjanizm tymi frazami absolutnie pokazuje na co go sta&#263;. (czasem zdarza mi si&#281; odczytywa&#263; sytuacje z mojego &#380;ycia, b&#261;d&#378; polityki poprzez fantastyk&#281;. wiele mi to u&#322;atwia. ale nie umia&#322;bym tego tak mocno scali&#263; ze swoj&#261; osob&#261;, estetyk&#261; i dziedzictwem kulturowym).</p><p>w poemacie <em>Imago mundi </em>jest takie co&#347;:</p><p><em>niepe&#322;ne to istnienie i wiedza-niewiedza<br>&#380;yjemy przegrywamy i ju&#380; jest po sprawie<br>poch&#322;ania nas ta pustka kt&#243;ra ros&#322;a w wierszach<br>ch&#322;&#243;d </em>rammstein<em> melancholia b&#243;l w prawym kolanie</em></p><p>sk&#261;d, kurwa, ten Rammstein? tak, chodzi o zesp&#243;&#322; Rammstein. ekscytuje mnie wizja cz&#322;owieka maj&#261;cego takie refleksje z lec&#261;cym gdzie&#347; w tle Rammsteinem. absolutnie dodaje to g&#281;sto&#347;ci, ch&#322;odu i mocy temu obrazowi. to tak, jakbym napisa&#322;:</p><p>&#380;ycie mi si&#281; rozpada moje r&#281;ce<br>i twarz ka&#380;de cia&#322;o staje si&#281; do u&#380;ywania<br>s&#322;owa trac&#261; znaczenie sk&#243;ra piecze<br>pora&#380;ki <em>koRn </em>a na koniec <em>limb bizkit<a class="footnote-anchor" data-component-name="FootnoteAnchorToDOM" id="footnote-anchor-1" href="#footnote-1" target="_self">1</a></em></p><p>ostatecznie u Wencla te wstawki nie s&#261; arbitralne &#8211; to pr&#243;ba aktualizacji u&#380;ywanej przez niego dykcji, spos&#243;b na u&#380;ywanie poezji jako mowy jego &#347;wiadomo&#347;ci. chce m&#243;wi&#263; obrazami i poj&#281;ciami, kt&#243;rymi my&#347;li, ale wiele rozbija si&#281; o momenty, gdy &#8220;bezmy&#347;lnie realizuje kwestie fandomowe&#8221; (tak okre&#347;lam sytuacje, w kt&#243;rych tw&#243;rcza realizacja sprowadza si&#281; g&#322;&#243;wnie do bezrefleksyjnego odtwarzania kodu spo&#322;eczno&#347;ci).</p><p>za ci&#281;&#380;ko jest w sytuacjach takich jak wiersz <em>Wo&#322;y&#324; 1943</em>:</p><p><em>Ta sama dziewczyna<br>le&#380;y na stole naga<br>rozdzielona pi&#322;&#261; do drewna<br>na cztery cz&#281;&#347;ci:<br><br>od g&#322;owy do pasa<br>od pasa do kolan<br>od kolana do stopy<br>od kolana do stopy<br><br>wida&#263; &#380;e ten kto j&#261; poci&#261;&#322;<br>chcia&#322; mie&#263; na stole porz&#261;dek<br>jak ka&#380;dy dobry gospodarz<br>po powrocie z pola</em></p><p>to liryczna realizacja wzorca powie&#347;ci historycznej, czyli obrabianie odleg&#322;ych czasowo obraz&#243;w, o kt&#243;rych autor mo&#380;e jedynie spekulowa&#263; i fantazjowa&#263;. w tych sytuacjach nieraz bywa, &#380;e autorzy pozwalaj&#261; sobie na zbyt wiele. tutaj ponios&#322;a fantazja i dostajemy obraz wr&#281;cz fetyszowo-pornograficzny. taki jak z De Sade&#8217;a. mojemu wsp&#243;&#322;lokatorowi skojarzy&#322;o si&#281; to z idiotyczn&#261; poezj&#261; Tilla Lindemanna (w&#322;a&#347;nie wokalisty Rammsteina), z t&#261; r&#243;&#380;nic&#261;, &#380;e u Niemca obrazy przemocy i gwa&#322;t&#243;w dziej&#261; si&#281; aktualnie. Wencel mo&#380;e si&#281; tu wybrania&#263; wyobra&#378;ni&#261; historyczn&#261; (cho&#263; ja tego nie kupuj&#281;). generalnie w&#347;r&#243;d autor&#243;w z jego dyskurs&#243;w si&#281; to kr&#281;ci ca&#322;y czas: krew, krew, krew, pustka, wina i ofiary.</p><p>jeszcze lubi&#281; fragment z jego felietonu z 2013:</p><p><em>Jaros&#322;aw Marek Rymkiewicz &#8211; jak dowodzi jego ostatni wywiad &#8211; wci&#261;&#380; czeka na Reytanowski krzyk, &#8222;nawet z jakim&#347; ma&#322;ym rozlewem krwi po&#322;&#261;czony&#8221;, s&#322;yszalny od Helsinek do Dubrownika. A przecie&#380; ten nasz zbiorowy krzyk wybrzmiewa od 10 kwietnia 2010 r. i &#380;aden fantastyczny rozlew krwi nie jest konieczny, by&#347;my &#8211; jako wolni Polacy &#8211; odzyskali pa&#324;stwo, podmiotowo&#347;&#263; w Europie i zdolno&#347;&#263; kulturowej ekspansji.</em></p><p>krew i ekspansja, prosz&#281; pa&#324;stwa. rozlewa&#263; t&#281; pieprzon&#261; polsk&#261; krew na Europ&#281; w chuj! niech si&#281; zara&#380;&#261; od wampirycznego, polskiego podmiotu itd. itd. mo&#380;emy obraca&#263; oczami, ale w sumie polska fantastyka wampiryczna (tym bardziej uwzgl&#281;dniaj&#261;ca badania opisane w wybitnym <em>Upiorze </em>&#321;ukasza Kozaka) powinna absolutnie by&#263; rzecz&#261;. fajnie by&#322;oby oddzieli&#263; te wampiryzmy od spraw politycznych, instytucjonalnych i zostawi&#263; je w sferach fikcji.</p><p>*</p><p>opr&#243;cz tego bawi&#322;em si&#281; t&#261; poezj&#261; w ChacieGPT. lubi&#281; w ten spos&#243;b przygl&#261;da&#263; si&#281; r&#243;&#380;nym autorom i sprawdza&#263; na ile ich styl da si&#281; realizowa&#263; poprzez generator. AI wypluwa&#322;o naprawd&#281; bezlitosne rzeczy, nieraz a&#380; skr&#281;ca&#322;o mnie z za&#380;enowania. chocia&#380;by to:</p><p><em>Wiersz &#322;&#261;cz&#261;cy style Wojeciecha Wencla i Yung Adisza by&#322;by po&#322;&#261;czeniem patosu i dekadencji, mistycznej wizji &#347;wiata z brutalnym realizmem ulicy. Z jednej strony &#8211;monumentalne obrazy, sacrum w codzienno&#347;ci, Polska jako przestrze&#324; metafizycznej walki. Z drugiej &#8211; syntetyczny blues, j&#281;zyk pe&#322;en glitchu, narkotykowego zamglenia i cyfrowego zniekszta&#322;cenia.</em></p><p><em>Rymy mog&#322;yby by&#263; twarde, wr&#281;cz biblijne, ale czasem rozje&#380;d&#380;a&#322;yby si&#281; jak radio na s&#322;abym sygnale. Bohater wiersza balansowa&#322;by mi&#281;dzy &#347;wi&#281;to&#347;ci&#261; a samozniszczeniem, gdzie modlitwa przeplata si&#281; z d&#322;ugiem na Vivus.pl, a aureola to tylko &#347;wiat&#322;o latarni nad pustym chodnikiem.</em></p><p>zazwyczaj trzeba powpisywa&#263; troch&#281; tych polece&#324;, prompt&#243;w, potem precyzowa&#263;, a czasem samemu poprawi&#263; otrzymany tekst, ale dzi&#281;ki temu technologia mo&#380;e ci da&#263; takie co&#347;, jak to wy&#380;ej albo to ni&#380;ej:</p><p><em><strong>Psalm dla przegranych</strong></em></p><p><em>Miasto &#347;piewa betonowym gard&#322;em,<br>a ja le&#380;&#281; pod blokiem,<br>licz&#261;c gwiazdy jak kreski,<br>kt&#243;rych nie sta&#263; mnie ju&#380; na wi&#281;cej.</em></p><p><em>Matka m&#243;wi&#322;a: B&#243;g ci pomo&#380;e,<br>ale B&#243;g nie odbiera,<br>mo&#380;e zmieni&#322; numer,<br>mo&#380;e siedzi na fentanylu<br>i te&#380; czeka na cud.</em></p><p><em>Ojciec m&#243;wi&#322;: wytrzymaj,<br>wi&#281;c &#263;wicz&#281; cierpliwo&#347;&#263;<br>w kolejce po metadon,<br>gdzie wszyscy pachniemy<br>troch&#281; potem, troch&#281; &#347;mierci&#261;,<br>troch&#281; nadziej&#261;,<br>kt&#243;rej nie ma.</em></p><p><em>W radiu m&#243;wi&#261;, &#380;e Polska wsta&#322;a z kolan,<br>ale ja ci&#261;gle na nich siedz&#281;,<br>na klatce schodowej,<br>gdzie prorocy w dresach<br>wr&#243;&#380;&#261; przysz&#322;o&#347;&#263; z popio&#322;u<br>po spalonych mostach.</em></p><p><em>Nie ma wyj&#347;cia,<br>nie ma &#347;wi&#281;tych,<br>nie ma jutra.<br>Tylko noc,<br>kt&#243;ra pachnie rozpuszczalnikiem,<br>i &#347;wiat&#322;o latarni,<br>kt&#243;re wygl&#261;da jak aureola,<br>ale nie moja.</em></p><p>ale dlaczego Adisz? a bo s&#322;ucha&#322;em go, jak czyta&#322;em Wencla. bawi&#322;a mnie absolutna rozbie&#380;no&#347;&#263; i to, &#380;e ich &#347;wiadomo&#347;ci nijak nie mia&#322;yby prawa si&#281; ze sob&#261; spokta&#263;. oczywi&#347;cie generator nie umie podo&#322;a&#263; wszystkiemu. przede wszystkim u&#322;adzi&#322; te dykcje i zrobi&#322; co&#347;, co w zasadzie jest j&#281;zykiem wierszy, jakie wybiera si&#281; do podr&#281;cznik&#243;w j&#281;zyka polskiego dla szko&#322;y &#347;redniej. bardzo spodoba&#322;o mi si&#281; to,  co wysz&#322;o, jak doda&#322;em do promptu po&#380;yczki w vivus.pl i ich maskot&#281; Mr. Hajsa:</p><p><em><strong>Kredyt na wieczno&#347;&#263;</strong></em></p><p><em>&#379;ycie jest tanie, ale odsetki wysokie,<br>wi&#281;c klikam We&#378; po&#380;yczk&#281; na Vivus.pl,<br>bo B&#243;g da&#322; mi woln&#261; wol&#281;,<br>ale nie da&#322; pieni&#281;dzy.</em></p><p><em>Mr Hajs patrzy na mnie z bannera,<br>z u&#347;miechem lichwiarza,<br>co karmi si&#281; desperacj&#261;,<br>i m&#243;wi: bracie, to proste,<br>kasa w 15 minut, oddasz jak b&#281;dziesz m&#243;g&#322;.</em></p><p><em>A ja nie mog&#281;.<br>Wi&#281;c bior&#281;,<br>bo trzeba czym&#347; zala&#263; dziury w duszy,<br>bo trzeba czym&#347; nakarmi&#263; Besti&#281;,<br>co budzi si&#281; w trzewiach,<br>szepcze: kup wi&#281;cej, we&#378; wi&#281;cej, wci&#261;gnij wi&#281;cej.</em></p><p><em>Raty sp&#322;acam w oddechach,<br>w chwilach snu,<br>w latach, kt&#243;re mi policzono jak monety<br>na dnie pustej kieszeni.<br>I kiedy windykator przyjdzie po moje jutro,<br>Mr Hajs ju&#380; dawno b&#281;dzie gdzie indziej,<br>szepcz&#261;c komu&#347; innemu:</em></p><p><em>bracie, to proste.</em></p><p>&#8220;bracie, to proste&#8221; na ko&#324;cu sprawi&#322;o, &#380;e a&#380; musia&#322;em odetchn&#261;&#263; z wra&#380;enia.</p><p></p><div class="footnote" data-component-name="FootnoteToDOM"><a id="footnote-1" href="#footnote-anchor-1" class="footnote-number" contenteditable="false" target="_self">1</a><div class="footnote-content"><p>no i black metal!</p></div></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Coming soon]]></title><description><![CDATA[This is Filip&#8217;s Substack.]]></description><link>https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/coming-soon</link><guid isPermaLink="false">https://filipmatwiejczuk.substack.com/p/coming-soon</guid><dc:creator><![CDATA[Filip Matwiejczuk]]></dc:creator><pubDate>Sun, 16 Mar 2025 16:08:31 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!E50I!,w_256,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2Fa5f510b3-a6ab-44f4-a0fd-e3c63966f0f3_744x460.jpeg" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>This is Filip&#8217;s Substack.</p><p class="button-wrapper" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://filipmatwiejczuk.substack.com/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe now&quot;,&quot;action&quot;:null,&quot;class&quot;:null}" data-component-name="ButtonCreateButton"><a class="button primary" href="https://filipmatwiejczuk.substack.com/subscribe?"><span>Subscribe now</span></a></p>]]></content:encoded></item></channel></rss>